7°C pochmurno z przejaśnieniami

Zapomniany bohater

Postaci, Zapomniany bohater - zdjęcie, fotografia

Feliks Kudajewski, to praktycznie nieznany szerszemu gronu lokalny bohater walki z Niemcami. Za działalność podziemną został zesłany do obozu koncentracyjnego w którym zginął

Był wieczór, dnia 6 września 1939 roku, gdy kilka silnych eksplozji wstrząsnęło północną częścią Brodnicy. Z miejsca pojawiła się pogłoska, że do miasta wdarły się niemieckie patrole i możliwe, że w okolicach dworca kolejowego trwa jakaś strzelanina. Ci do których to dotarło błyskawicznie czmychnęli ze swych ulic, czy podwórek do domów, ryglując drzwi – to taki irracjonalny gest wykonywany od wieków przez mieszkańców miast w sytuacji zagrożenia, zupełnie bez znaczenia dla intruzów. Chyba mało kto zwrócił uwagę na rozpędzoną, samotną lokomotywę przecinającą wschodnie przedmieście, pędzącą na pełnej parze w kierunku Rypina. 

Feliks Kudajewski urodził się 22 kwietnia 1898 roku w Brodnicy. Jego przodkowie po mieczu mieszkali tu co najmniej od kilku pokoleń, zaś po kądzieli ród wywodził z sąsiedniej ziemi lubawskiej, czyli zjawisko dość zwykłe na kresach Pomorza Nadwiślańskiego (w wielu, również w mojej rodzinie tak było). 

Początkowo życie mu biegło utartymi torami. Gdy nadeszły stosowne lata, mały Feliks pomaszerował do szkoły powszechnej, zaś po południu trochę broił, trochę pomagał ojcu w jego codziennych zajęciach. Widać było już wówczas, że fascynuje go kolej, pociągi, pędzące, huczące maszyny. Im był starszy, tym częściej pojawiał się w okolicach dworca i godzinami obserwował ruch potężnych lokomotyw, pracę brodnickich kolejarzy. 

Gdy tylko skończył szkołę powszechną postarał się o staż w warsztacie brodnickiego dworca. Początkowo miał z tym pewien problem, ponieważ w ogóle praca na kolei była wówczas zajęciem dość prestiżowym, co powodowało, że nie tak łatwo można było ją uzyskać, zwłaszcza Polakowi. Rosło jednak napięcie międzynarodowe, łagodząc także antypolskie nastroje Niemców. Tak, czy inaczej – krótko przed wybuchem pierwszej wojny światowej młody Feliks już terminował na stacji kolejowej w Brodnicy. Pochłaniało go to całkowicie, zaś pierwsza fascynacja wcale nie gasła.
Na Bahnhof in Straßburg, jako młody robotnik przeżył całą pierwszą wojnę światową. Nie zaangażował się w podziemną konspirację narodową.

Był młody, absolutnie zajęty swoją pasją i jakoś tak zwyczajnie widocznie nie czuł potrzeby albo po prostu nikt do niego nie dotarł ze stosowną propozycją. Może zdawał sobie sprawę, że aktywność społeczno-polityczna zabierze mu czas? Może uznał, że lepiej być dobrym w swoim fachu, niż byle jakim konspiratorem?... Trudno to dziś jednoznacznie rozstrzygnąć. Fakt jednak pozostaje, że nigdy mu tego nie wytykano publicznie. Ba, mało! Doceniono jego upór, gdy właśnie elity miejskie składające się głównie z byłych bojowników, konspiratorów narodowych, z których niejeden miał za sobą epizody więzienne, czy nawet krwawą walkę wytypowały Feliksa do Medalu Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości. Tu przypomnę, że mógł być nim uhonorowany obywatel, który w okresie od 11 listopada 1918 roku do 11 listopada 1928 roku pełnił nienagannie służbę państwową – wojskową, cywilną, służbę samorządową lub w instytucjach publiczno-prawnych. 

Feliks Kudajewski dostał medal za pozornie prozaiczną pracę kolejarza, w czasach gdy medale miały swój ciężar. Nic dziwnego, że już w połowie lat trzydziestych ten pracowity, ambitny człowiek został zawiadowcą stacji w Brodnicy, co wówczas należało do najbardziej prestiżowych funkcji w mieście.

W przeddzień burzy

Brodnica przed 1939 rokiem miała status miasta przygranicznego. Nawet obrót większymi nieruchomościami podlegał nadzorowi MSW. Nic dziwnego, wszak do rubieży z Prusami było ledwie 30 kilometrów. 

Już w 1938 roku Kudajewski jako zawiadowca stacji dostał rozkaz uczestnictwa w tajnych kursach wojskowych, a potem nawet dywersyjnych, na których uczono posługiwania się różnymi rodzajami broni, prowadzenia pojazdów mechanicznych, konstruowania prostych min, ładunków wybuchowych, oraz ich umieszczania. 

Od drugiej połowy sierpnia 1939 roku praktycznie mieszkał na dworcu, nadzorując wzmożony ruch transportów, odprawiając ekipy kolejarskie do miejsc mobilizacji. W momencie wybuchu wojny brodnicka kolej, mimo wyjazdów znacznej części obsługi, pracowała w miarę normalnie. Nad dworcem pojawiały się niemieckie samoloty, ale go nie bombardowały. 6 września było już jasne, że żadnego oporu na pobliskiej granicy nie będzie, a cały system polowych umocnień pozostanie niebroniony. Tuż po południu, w kierunku Sierpca odjechał ostatni polski pociąg. Działdowo Niemcy zajęli już 2 września, natomiast 3 września zgarnęli Nowe Miasto Lubawskie i wówczas jasne było, że nadeszła kolej na Brodnicę. 
Kudajewski zwolnił ze służby ostatnich kolejarzy, a gdy został sam wyprowadził z warsztatów parowóz manewrowy. Ustawił go „pod parą” na torze do Sierpca. Sam zszedł do pełniącej rolę magazynu wojskowego piwnicy pod budynkiem głównym stacji, skąd wyniósł gotowe ładunki wybuchowe i zapalniki. Podminował wieżę pomp, magazyny bocznic, a także pusty już (bez ludzi) budynek stacyjny, rozłączył zasilanie z elektrowni miejskiej. Zapalniki ustawił „na krótko”, po czym wskoczył do rozbuchanej lokomotywy i pomknął w kierunku Sierpca. Gdy pędził po żelaznym moście nad Drwęcą dopadł go potworny łoskot kilku eksplozji. Prawdopodobnie Kudajewski był przekonany, że cała stacja wyleciała w powietrze, co wrogowi mogło znacznie utrudnić wykorzystanie brodnickiego węzła do transportów wojennych. Pędził ile tylko pary. Gdy wpadł na dworzec w Sierpcu, tam już wiedzieli o eksplozjach na dworcu w Brodnicy. Prawdopodobnie za pośrednictwem węzłowej stacji w Tamie Brodzkiej. 

Teraz nastąpił dość tajemniczy moment. Otóż nie wiadomo dlaczego Feliks Kudajewski nagle porwał tę samą lokomotywę, którą przyjechał, po czym jeszcze tej nocy wrócił do Brodnicy. W Pomorskim Archiwum Armii Krajowej twierdzą, iż być może dowiedział się, jakoby część podłożonych ładunków nie eksplodowała (zniszczenia objęły jedynie wieżę pomp, fragment magazynów oraz w umiarkowanym stopniu rampę główną – przedłużenie magazynów) i chciał dokończyć pracę, lub w celu zmylenia podejrzeń. Nie wiadomo. Pewne, że niszczycielskiej pracy już nie dokończył, a na szczęście Niemcy po zajęciu miasta (7 września) nie prowadzili zbyt intensywnego dochodzenia. Po prostu zmusili brodniczan do odbudowy zniszczonej infrastruktury.

W cieniu wroga

Może to trochę paradoksalne, lecz właśnie teraz zaowocowała poprzednia nieaktywność organizacyjna Kudajewskiego na społeczno-patriotycznym polu. Po prostu nie figurował w żadnych wykazach „działaczy polskich do likwidacji”, nie było go też w słynnym, wydanym tuż przed wojną dziele Sylwestra Bizana „Powiat brodnicki w walkach…”. Najwidoczniej Niemcy uznali, że to tylko dziwaczny, bezideowy pracoholik i jak najbardziej można mu zezwolić na pracę dla Rzeszy, toteż bez specjalnych przeszkód pozwolono mu powrócić do pracy na brodnickiej stacji, choć tylko jako zwykłemu kolejarzowi. Lecz to już był inny pan Feliks. Jeszcze tej samej jesieni 1939 roku został członkiem podziemnej Komendy Obrońców Polski i Polskiej Organizacji Zbrojnej „Znak”. Latem 1940 roku przeżył chwile niepewności, ponieważ po bliżej dziś nieznanym akcie sabotażu Niemcy zgarnęli kilkudziesięciu przypadkowych brodniczan i zamknęli ich jako zakładników w byłej „tańcbudzie” Tivoli. Wszystkich wypuścili po kilkunastu dniach.

Zbiegło się to w czasie, gdy szef wywiadu Komendy Okręgu Pomorskiego ZWZ major Józef Gruss ps. „Stanisław”, „Starzyński” rozbudował siatkę wywiadowczą na Pomorzu obejmującą m.in. Bydgoszcz, Toruń, Włocławek, Brodnicę i Grudziądz. Kto mu polecił Feliksa Kudajewskiego, tego nie wiadomo, jednak faktem jest, że został jego bezpośrednim podkomendnym, z którym Gruss spotykał się wiele razy w mieszkaniu Józefa i Wandy Czajkowskich na Niskim Brodnie (Józef także był kolejarzem). Ciekawe, że według wspomnień major nigdy nie wysiadał na stacji w Brodnicy, tylko wyskakiwał z pociągu 2 – 3 kilometry przed nią. W tym samym miejscu Kudajewski spotykał się z agentem wywiadu AK (Toruń) Feliksem Cieszyńskim ps. „Synek”. 

W marcu 1943 roku nastąpiła katastrofa. Gestapo wpadło na dworzec i wprost ze służby zgarnęło Kudajewskiego, po czym przewiozło do katowni na ul. Ogrodową. Po krótkim, niezwykle brutalnym śledztwie, w czasie którego pan Feliks zachował niezłomną postawę, nie ujawniając niczego, Niemcy wywieźli go do obozu koncentracyjnego Stutthof (dostał obozowy numer (21432), gdzie został zamordowany 5 stycznia 1944 roku, czyli 73 lata temu.
 

Piotr Grążawski

Zapomniany bohater komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się