Z kociołka wiedźmy. Pół żartem, pół serio o wampirach.

12/10/2016 20:12

Zwyczaje ludowe

Z kociołka wiedźmy. Pół żartem, pół serio o przesądach.

Od hrabiego Draculi do kaszubskich wieszczych, czyli z przymrużeniem oka o wampirach i ich krwiopijczych krewnych.

Księżyc świeci,

Martwiec leci,

Sukieneczką szach, szach...

Panieneczko, czy nie strach?

Tak zaczynała się ponura pieśń ludowa, opisująca krew w żyłach mrożącą historię o upiorze, który porwał swoją, całkiem żywą, narzeczoną i zaciągnął do grobu. Pozostała część tekstu zaginęła w pomroce dziejów, więc nie zacytuję, wspomnę tylko iż wzmiankowany martwiec oraz upiór to dwa określenia na tę samą istotę ponadnaturalną z wierzeń słowiańskich, skądinąd świetnie zadomowioną w kulturze popularnej. Zwano ją także upirem, u Kaszubów nosiła nazwę wieszczy, lub wupi, w mowie staropolskiej zaś określano ją mianem wąpierza. Współcześnie zaś nazywa się tego nocnego krwiopijcę... wampirem.

Wiara w wampiry wywodzi się z czasów głęboko pogańskich, gdy obowiązkowym obrządkiem pogrzebowym było palenie zwłok. Denat niespalony mógłby nabrać niezdrowych rumieńców, stracić stężenie pośmiertne, a potem wyleźć z grobu i zacząć rozrabiać. A jak nie ma ciała, to co ma niby wypełznąć z mogiłki? Chmura popiołu? Po nadejściu chrześcijaństwa zaprzestano pochówków ciałopalnych, ale lęk przed wampirami nie zniknął ani trochę.

Wampir, czyli nieżycie po życiu.

Najpierw opowiem trochę skąd się taki wampir bierze i po czym go poznać. Wampirem otóż mógł się stać człowiek za życia podły i okrutny, a także osoba na którą ktoś rzucił przekleństwo. W Rumunii wierzono, że zwampirzyć się może nieboszczyk, nad którym przeskoczyło zwierzę, o wampiryzmu miała także predystynować leworęczność, zrośnięte brwi, nadmiarowe zęby, lub urodzenie się już z zębami w ustach. Na Kaszubach, Kociewiu i Kujawach wierzono, że wieszczym może zostać osoba w czepku urodzona. Ten czepek, to nic innego, tylko pozostałości błon płodowych, przylepione do główki dziecka. Nazywano je wieżbą i przykazywano by czasem owej wieżby nie wyrzucać, tylko ładnie wysuszyć i schować. Gdy w wieżbie urodzone dziecię kończyło lat siedem należało ją zetrzeć na proszek i podać owemu dziecięciu w jakimś napoju. W przeciwnym razie po zgonie mogłoby zostać wieszczym.

Uniwersalną cechą, po której można było rozpoznać wampira, lub jak kto woli wieszczego, była czerstwa, rumiana cera oraz brak stężenia pośmiertnego, usztywniającego po zgonie ludzkie ciało. Ciało morfujące w wampira pozostawało po śmierci najzupełniej elastyczne. Innymi objawami postępującego wampirzenia był pośmiertny wzrost włosów i paznokci, a także niekompletny przyodziewek.

W wierzeniach słowiańskich bowiem wampir był istotą znacznie mniej elegancką niż hrabia Dracula, czy Lestat de Lioncourt z "Wywiadu z wampirem". W niektórych regionach, w tym na Kaszubach, wierzono, że wyszedłszy z grobu zaczynał on gryźć na sobie odzież. Kiedy pogryzł i poszarpał przyodziewek tak, że nie miał już czym przyokryć swej nagości, poczynał dzwonić zębami, a tam, gdzie było słychać to dzwonienie, umierali jego krewni i przyjaciele. Gdy zaś brakło osób bliskich, zaczynali umierać wszyscy pechowcy, którzy owo dzwonienie usłyszeli. W innych wersjach wierzeń kaszubskich wieszczy nie dzwonił zębami, tylko przeraźliwie wrzeszczał.

W innych regionach wierzono natomiast, że wampiry, jak to czynił hrabia Dracula, wysysały krew z żywych, przyprawiając ich o bladość, anemię, zlewne poty i ustawiczne zmęczenie. Przy czym, co każdy chyba wie z horrorów, osoba która zmarła, bo wampir wytrąbił z niej zbyt wiele krwi, sama po śmierci stawała się wampirem.

Czosnek dobry na wszystko.

Ponieważ nikt nie miał ochoty być wampirzą stołówką, wynaleziono mnóstwo metod mających krwiopijców odstraszać oraz szeroki wachlarz środków wampirobójczych. Najbardziej znanym repelentem na wampiry jest, rzecz jasna, czosnek, którego woni nieumarli nie znoszą, mało kto jednak wie, że podobnie działa cebula. I że niekoniecznie trzeba się obwieszać główkami czosnku, czy cebuli, kwiaty tych roślin zadziałają tak samo skutecznie. Wąpierze nie przepadają także za srebrem, święconą wodą, znakiem krzyża oraz hostią, bo to, jakby nie było, istoty demoniczne.

Właściwości antywampiryczne posiada także mak, który wsypywano do trumien, aby ich lokatorzy nie próbowali czasem wstawać, siano także tę roślinę w przydomowych ogródkach. Rozsypywano także mak na drodze z cmentarza do domu zmarłego, wierząc, że jeśli wyjdzie on z grobu, chcąc odwiedzić bliskich, tak zajmie się liczeniem makowych ziarenek, że go przy tej czynności zastanie pianie kurów, zwiastujące świt, które zagna go z powrotem do mogiły.

Trzeba wam wiedzieć, drodzy czytelnicy, że w ludowych, słowiańskich wierzeniach wampiry nie zapalają się pod wpływem słońca. Za dnia po prostu tracą wszystkie nadnaturalne moce, nie mogą więc zamienić się w żadne zwierzę, przeistoczyć w mgłę, ani sprowadzić wiatrów. Nie dysponują także nadludzką siłą, ani szybkością. Wampir, który płonie w świetle słonecznym, jest wyobrażeniem popkulturowym, zapoczątkowanym przez film Franza Wilhelma Murnaua "Nosferatu - Symfonia Grozy" z roku 1922.

Wracając do sposobów na wampiry, to aby powstrzymać zmarłego od nadprogramowej aktywności Kaszubi i Kujawiacy wkładali do trumny, lub wręcz między zęby denata, kawał żelaza. W ten sposób zamiast gryźć przyodziewek wieszczy gryzł żelazo i nie był w stanie dzwonić zębami. W innych regionach pakowano nieboszczykom w usta czosnek, kamyki albo monety. Aby zaś utrudnić wychodzenie z trumny, wiązano denatom kciuki, albo ręce na plecach, lnianą nicią albo lipowym łykiem, bądź też kładziono trupa w trumnie twarzą w dół..Jeśli jednak delikwent już zaczął swoje pośmiertne peregrynacje, a we wsi jęły się szerzyć choroby i tajemnicze zgony, wtedy, po ustaleniu który nieboszczyk zawinił, trzeba było zabrać się za brudną robotę. Wykopywano zatem trumnę, podejrzanemu o wampiryzm denatowi ucinano głowę i kładziono w nogach. Dla większej pewności przebijano mu serce kołkiem osinowym, albo z szakłaku, które to rośliny mają moc odpędzania złego.

Burzliwe dzieje księcia Draculi

Najbardziej znanym wampirem w popkulturze jest hrabia Dracula, transylwański, czyli siedmiogrodzki, arystokrata i tytułowy bohater wielokrotnie ekranizowanej powieści Brama Stokera. Każdy chyba zna film Coppoli z 1992 roku, w którym hrabiego zagrał znakomity Gary Oldman, w rolę Miny Harker wcieliła się Winona Ryder, Anthony Hopkins zaś stworzył wspaniałą kreację jako profesor van Helsing.

Stoker, pisząc swoją powieść, pożyczył sobie przydomek i część burzliwego życiorysu od całkiem realnie istniejącego człowieka, mianowicie hospodara wołoskiego, Włada Palownika, znanego także jako Vlad Draculea, czyli Syn Diabła. Nie ze względu na okrucieństwo, tylko dlatego, że ojciec jego, także Wład, nosił przydomek Dracul, czyli diabeł właśnie, co się z kolei wzięło od noszonej przez niego ozdoby w kształcie smoka, w języku rumuńskim dragon. Dragon, dracul, lud nie bardzo rozróżniał. Ozdoba wzięła się stąd, że Wład senior był kawalerem Orderu Smoka, nadanego mu przez Zygmunta Luksemburskiego.

Dracula urodził się około roku 1430. Czasy dla Wołoszczyzny, wtedy samodzielnego księstwa, teraz części Rumunii na południe od Karpat, były niełatwe, co znalazło odbicie w losach Palownika - Draculi. Za sprawą swego ojca stał się jako dziecko zakładnikiem w Turcji, razem zresztą ze swym młodszym bratem, Radu Pięknym. Radu się poturczył, Draculi nawet szkoła janczarów nie dała rady, za to wiele nauczyła. Po dwakroć tracił wołoski tron i dwukrotnie go odzyskiwał, wystawiony do wiatru przez węgierskiego króla Macieja Korwina walczył samotnie z wielokroć przeważającymi siłami sułtana Mehmeda Zdobywcy. Nie mogąc tego czynić otwarcie, uciekł się do wojny partyzanckiej. Wygnał chłopów z żywiną z wiosek, co zostało na polach spalił, kazał zatruwać studnie, nękał też Turków dniami i nocami, nie pozwalając im na chwilę spoczynku i spokojnego snu. Wreszcie w brawurowym nocnym ataku na obóz sułtana naciął Turków jak róż w ogrodzie, a sam Mehmed salwował się ucieczką w bieliźnie. Ponieważ zaś Wołosi atakowali przebrani w tureckie stroje, żołnierze Mehmeda stracili orientację kto swój, a kto wróg i w popłochu zabijali się nawzajem. Armia sułtańska zdołała jednak jakoś dotrzeć do Târgoviște, ówczesnej wołoskiej stolicy, tam jednak powitał ich las pali. Otóż Dracula przybył do swej stolicy wcześniej, wyciągnął z lochów wszystkich tureckich jeńców jakich miał, a trochę ich było, w tym jeden bezczelny pasza, który kiedyś Włada obraził, i kazał ich na pal nabić. Pale poustawiał przy drodze do Târgoviște, ale mało mu było, więc kazał jeszcze ponabijać na słupy wszelkie dostępne trupy, a jak nie stało trupów, na palach mocowano kukły i ustawiano jak najdalej od drogi, w tylnych szeregach. Zszokowani Turcy się nie przyglądali, a Dracula zyskał tym sposobem przydomek Tepes, czyli Palownik.

Po tym spektaklu sułtan zarządził odwrót, Dracula jednak stracił rychło tron na rzecz własnego brata Radu i wylądował w lochach niedawnego sojusznika, Macieja Korwina. Nie byłby jednak sobą, gdyby i tego jakoś nie przetrwał, zatem po kilku latach kazamaty opuścił, przeszedł na katolicyzm (Wołoszczyzna, przypominam, była prawosławna) i poślubił węgierską arystokratkę, Justynę Szilagyi, z którą miał dwóch synów i córkę. W roku 1476 zdołał powrócić na tron, bo Korwinowi zamarzyła się wojna z Turcją. Nie porządził długo, zabity przez zdrajcę pod Bukaresztem w tym samym roku. Została jednak po nim legenda, która dała początek mitowi o Draculi- wamprycznym hrabim.

(epo)




Reklama

Z kociołka wiedźmy. Pół żartem, pół serio o wampirach. komentarze opinie

Dodajesz jako: |


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez brodnica-cbr.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

WPR sp. z o. o. z siedzibą w Golub-Dobrzyń 87-400, Rynek 20

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"