9°C słabe opady deszczu

Z historii osiedla Gdynia

Ciekawostki, historii osiedla Gdynia - zdjęcie, fotografia

Położone blisko samego centrum, jednak w środku sporego zakola Drwęcy, która całe wieki ograniczała ten teren, sprawiała, że dostęp do niego był możliwy jedynie od południa, lub przez most przy Wieży Mazurskiej. Przez sześć wieków od powstania miasta, ów swoisty cypel właściwie pozostawał niezabudowany. Dopiero pod koniec XIX wieku władze miasta przychylnym okiem spojrzały na ten ciekawy teren...

Dość szczegółowa mapa sporządzona na początku XX wieku, a wydana w 1911 roku pokazuje, że spory obszar zajmowany dziś przez ulice: Łazienną, Ks. Kujota, Wybickiego, Sienkiewicza, Paderewskiego, 3 Maja i park im. Jana Pawła II w zdecydowanej części musiał stanowić półdziki teren.

W średniowieczu, gdzieś na wysokości dzisiejszego pomnika papieża, choć nieco bardziej przesunięty na zachód stał szpital i kaplica św. Jerzego, najprawdopodobniej wraz z cmentarzem. Ten fakt, a przede wszystkim niskie, zalewowe położenie całego zakola na długie wieki zniechęcały do prób zabudowania.

Pod koniec XIX wieku, gdy całe Prusy ogarnęła istna gorączka industrializacji, przerabiania, podnoszenia standardów infrastruktury miast, podciągania cywilizacyjnego tej części kraju do reszty królestwa (co wiązało się z iście „kosmiczną” kontrybucją, jaką Prusy nałożyły na Francję po wygranej wojnie 1871 roku – 5 miliardów franków w złocie!), także w Brodnicy powstały nowe plany rozwoju. W ciągu dosłownie kilku lat przełomu wieków stworzono i zrealizowano wręcz rewolucyjny program zmian. Wybudowano elektrownię, nowoczesne wodociągi z wieżą ciśnień, stacje telegrafu, doprowadzono linię kolejową, wzniesiono gmachy publiczne: magistrat, szkoły, sąd, brukowano ulice... Miasto coraz śmielej wychodziło z zabudową za dawne mury, a w społeczeństwie odważniej ujawniały się elementy konsumpcjonizmu, estetyki. Do miasta przybyli nowi osadnicy, w tym także cenni fachowcy, specjaliści różnych dziedzin. Części z nich zaproponowano wybudowanie rezydencji przy nowej, w założeniu - willowej ulicy, stanowiącej jakby przedłużenie ulicy Mostowej – mowa oczywiście o dzisiejszej ul. Paderewskiego.

Tymczasem na zakolu jeszcze nie działo się nic specjalnego. Owszem, przy kościele ewangelickim przerzucono na drugą stronę Drwęcy wąską, drewnianą kładkę dla pieszych, od której prowadziła zadbana gruntowa ścieżka w prawo wzdłuż Drwęcy aż do nadrzecznej plaży oznaczonej charakterystycznym obiektem pomostu – przystani łodzi.

Rzecz jasna miejsce było wykorzystywane wyłącznie latem. Bardzo często właśnie tam robiono metę wyścigów kajakowych brodnickich klubów, mających swoje hangary sprzętowe na Michałowie. Poza sezonem nikt tam nie chodził, ponieważ cały cypel zamieniał się w grzęzawisko lub zalewały go wody Drwęcy (poziom gruntu dzisiejszego parku jeszcze na początku XX wieku był co najmniej o metr - półtora niżej). Co wobec tego działo się na terenie dzisiejszej ulicy Sienkiewicza, Łaziennej, po części Ks. Kujota?

Ano służył on jako... wysypisko miejskie.

 

„Znakomite właściwości” gruntu

Przez wiele wieków nie zawracano sobie głowy kwestiami utylizacji odpadów. Część np. zużytej do prania wody, resztki jedzenia, nawet zawartość nocników wylewano, wyrzucano po prostu przed dom, skąd rynsztokami albo całą szerokością ulicy spływało do jakichś dołów, kanałów prowadzących wprost do rzeki (tu – Drwęcy). Łatwo odgadnąć, że zwłaszcza latem miasta raczej nie pachniały fiołkami, lecz wszystko rozwiązywał pierwszy większy deszcz… W dużych miastach usuwaniem większych nieczystości (np. padliny) zajmował się urząd katowski, jednak w mniejszych – takich jak Brodnica, która w większości swych dziejów kata jedynie wynajmowała do wykonywania wyroków śmierci (mimo istnienia słynnej, solidnej murowanej szubienicy opisanej nawet w „Krzyżakach” Sienkiewicza), wywóz odpadów spoczywał na właścicielach nieruchomości. Ci często wrzucali je do jakichś  dołów po kopaniu żwiru, topili w Drwęcy, albo porzucali za granicami miasta. Niektóre miejsca takiego składu „przechodziły do tradycji”. Właśnie coś podobnego dotknęło rozległy teren przy dzisiejszej ulicy Sienkiewicza, Łaziennej, sporej części parku. Powodów owego „zaszczytu” było kilka, z których najważniejsze były dwa: bliskość centrum miasta oraz… „niezwykłe” właściwości gruntu.

Pierwszego nie trzeba tłumaczyć (choć pamiętajmy, że do początku lat 30 XX wieku jedynym, prawdziwie drogowym mostem łączącym brzegi Drwęcy był ten przy Wieży Mazurskiej), natomiast co do drugiego, to idzie o to, że grunt tak naprawdę był bagnem; raz wolniej, raz szybciej, jednak niezawodnie wsysającym wszystko w czeluście ziemi. To czego topiel nie zdążyła „połknąć” w większości zabierała wiosenna fala powodzi...

Wszystkim, którzy wzdrygają się na ten opis, ponieważ oczyma wyobraźni widzą górę śmieci (ot choćby taką jak przy ul. Ustronie) zabieraną przez wzburzone fale mówię – sprawa nie wyglądała aż tak źle, ponieważ te ówczesne śmieci nawet w ułamku procenta nie były tak groźne jak dzisiejsze. Nie było plastików, produktów ropopochodnych, tworzyw sztucznych, opakowań, nawet szmaty wielu wolało sprzedać Żydowi- szmatnikowi, niż wyrzucić, a na każdy metalowy szmelc czekali miejscowi kowale... Jedynie odpady organiczne przyciągały stada szczurów, dzikich kotów, psów.

 

Zara, panie, tu ludzie mieszkają!

Ciekawe, że nawet wytyczenie trzech bocznych ulic od Sienkiewicza (Łaziennej, Kujota, Wybickiego), co już musiało nastąpić wkrótce po powrocie Brodnicy do Polski (ul. Paderewskiego i Sienkiewicza zostały wytyczone w samej końcówce XIX wieku) nie spowodowało zamknięcia wysypiska. Na dzisiejsze przedmoście, końcówkę ul. Łaziennej, a także północną część parku (na wprost zamku) dalej zwożono śmieci, niejako przy okazji tworząc osobliwy paradoks, ponieważ Magistrat wydał oficjalny zakaz (zresztą stawiając stosowną tablicę), natomiast miejski - komunalny „śmieciowóz” najspokojniej w świecie właśnie tam opróżniał swój jakże pożyteczny pojazd.

Na początku lat dwudziestych, gdy mój dziadek Antoni Grążawski kupił od miasta kilkudziesięcioarową działkę budowlaną przy ul. Ks. Kujota i jako jeden z pierwszych na Nowej Gdyni zaczął wznosić dom, wysypisko przy Sienkiewicza nie stanowiło większego problemu. Nie dość, że pochłaniał je bagnisty, nadrzeczny grunt, to jeszcze dwa razy w roku „opróżniały” je wylewy Drwęcy. Jednak w miarę upływu czasu, rozwoju Brodnicy, zwiększenia liczby jej mieszkańców, intensyfikacji produkcji miejscowych zakładów itd., czyli czynników powodujących znaczy wzrost i zmianę jakościową odpadów sytuacja stawała się coraz bardziej uciążliwa. W połowie lat 30 dzikie, choć niemal oficjalne wysypisko stało się problemem. W końcu zdenerwowani mieszkańcy Nowej Gdyni napisali do władz miasta list otwarty (opublikowany 17 października 1937 roku), gdzie stwierdzili m.in. „Po przyjeździe na śmietnisko śmieciarki magistrackiej, rzuca się na odpady gromada dzieci, kobiet i innych, którzy wyszukują kości, szmaty, węgielki, garnki itp. przydać się im mogące rzeczy. Promienie słoneczne rozgrzewające te wszelkiego rodzaju nieczystości powodują powstawanie strasznego fetoru, rozchodzącego się na wszystkie strony. Rozmnożyły się szczury i myszy, dla których śmietnisko jest wspaniałą spiżarnią. Wałęsające się psy i koty rozwłóczą nieczystości ze śmietniska po okolicy...” (patrz ilustracja do niniejszego artykułu autorstwa mojego ojca Antoniego Grążawskiego)

Trzeba tu dodać, że w tym czasie już nie zwożono śmieci na koniec ul. Łaziennej, a „jedynie” na około sześciuset metrowy plac w kącie ul. Sienkiewicza i Kościelnej (czyli teren dzisiejszego Parku im. Jana Pawła II”).

Na list i interwencję zdenerwowanych, zniecierpliwionych brodniczaków burmistrz zareagował niemal od ręki, choć – jak na dzisiejsze standardy – dość oryginalnie. Oto nakazał szefowi miejskich służb aby za pomocą swoich pracowników i zaangażowanych bezrobotnych... rozgarnął śmieciowe wzgórza, a następnie przez kolejnych kilka dni nawożono teren gruzem zmieszanym z ziemią. Na końcu wielkimi, konnymi platformami przywieziono tony piachu, rozsypano po placu, trochę ubito, wyrównano i ... i fertyk! Po kłopocie!

Cztery lata później niemiecki burmistrz Brodnicy Konrad Sauer nakazał, aby w miejscu dawnego wysypiska powstał park. Sadzono spore – kilkudziesięcioletnie drzewa... Ale o tym już kiedy indziej...

Z historii osiedla Gdynia komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się