:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Wydarzenia, Uchodźcy - zdjęcie, fotografia
Gazeta CBR 15/12/2016 11:59

Inwazja bolszewicka, jaka latem 1920 roku nawiedziła Polskę wystawiła na próbę nie tylko siłę militarną na nowo organizującego się państwa, lecz także zwykłą ludzką solidarność, empatię i to tą, jaka według narodowej legendy szczególnie mocno darzy Polak-Polaka

Pierwsi uchodźcy przybyli do Brodnicy już pod koniec lipca 1920. Początkowo nie było ich wielu, za to reprezentowali dość wysoki status społeczny: urzędnicy, kupcy, właściciele rozmaitych interesów. Przybyli tu głównie koleją, rzadziej własnymi pojazdami, a niemal wszyscy byli mieszkańcami dość dalekich kresów Rzeczpospolitej. Swoją ewakuację najczęściej przeprowadzali we względnym spokoju (gdy było wiadomo, że front pękł ale Rosjanie jeszcze daleko), więc w swoich starannie spakowanych bagażach mieli wiele rzeczy, jakie człowiek udający się w podróż zwykł ze sobą zabierać.
Sylwester Bizan autor podstawowej relacji o tamtych dniach („Powiat i miasto Brodnica w walkach o niepodległość 1914-1920” tom II) wspomina: „Mieliśmy gości ze Wschodu w postaci burmistrzów, starostów i innych urzędników państwowych i samorządowych z powiatów i miast zajętych już przez bolszewików”. Obok mego domu mieszkał starosta z Kresów Wschodnich…”.


Ludzie ci z reguły mieli pieniądze, o nic nie prosili, nie wymagali żadnej specjalnie uciążliwej troski, a za swoje kwatery i wyżywienie normalnie płacili. Właściwie nie powodowali żadnych perturbacji, wręcz odwrotnie; miejscowi restauratorzy, rozmaici usługodawcy momentalnie odczuli zwiększone obroty, więc – wiadomo – mile ich witali.

Dopiero pod koniec pierwszej dekady sierpnia, w związku z błyskawicznie pogarszającą się sytuacją militarną liczba uchodźców ze wschodnich rejonów zaczęła rosnąć lawinowo, a wśród nich coraz częściej znajdowali się ludzie po prostu biedni, bądź tacy, którzy uciekli przed bolszewikami tak jak stali. Ci byli zdani wyłącznie na dobre serce mieszkańców Brodnicy i okolic. Na szczęście nie padał deszcz i było dość ciepło, tak, że nawet nocleg pod gołym niebem, czy deskami wozu nie był zbyt dokuczliwy, jednak ceny żywności poszły mocno w górę.

Witamy was jak braci ale…

Tymczasem „Gazeta Toruńska” zamieściła na swoich łamach coś w rodzaju odezwy: „Do uchodźców! Województwo pomorskie przyjmie was jak braci, pod warunkiem zastosowania się do przepisów”… Trzeba przyznać, że to dość oryginalne potraktowanie ziomków. Jakoś tam może je tłumaczyć próba zapanowania nad coraz większym chaosem, podsycanym przez opowieści przerażonych uciekinierów o rosyjskich okrucieństwach i szpiegach-agitatorach (w wielu z nich było sporo prawdy, lecz niestety mnóstwo było mocno ubarwionych). Wprawdzie rozporządzeniami upoważniono policję do szczegółowych kontroli dokumentów, a nawet rewizji osobistych, jednak w warunkach przyfrontowych nic to nie znaczyło, ponieważ funkcjonariuszy było mało, zaś nawet ta garstka dostawała rozkazy ewakuacyjne na dalsze zaplecze. Wprawdzie zadanie czuwania nad porządkiem teoretycznie przejmowały spontaniczne tworzone w większych miejscowościach Straże Obywatelskie ale w warunkach przewalających się tłumów, przy braku wyposażenia, doświadczenia, troski o własne rodziny misja stawała się karkołomna. Do tego doszło jeszcze jedno, dość niespodziewane zjawisko, o którym do tej pory mało się pisze. Chodzi o grasujące bandy zdemoralizowanych polskich żołnierzy z rozbitych przez bolszewików oddziałów. Pisze o nich nie tylko Sylwester Bizan i inni kronikarze tamtych dni ale chyba najwymowniejsze są tu skazujące wyroki sądów. Niestety zaskakująco dużo takich zapadło po wygnaniu bolszewików za udowodnione przestępstwa, a trzeba wiedzieć, iż stanowiły one jedynie ułamek wszystkich popełnionych w warunkach wojny!


Wróg u bram

Po 10 sierpnia już właściwie nawet średni obserwator wydarzeń na froncie zdawał sobie sprawę, że ogołoconego z większych formacji wojskowych Pomorza nie da się uchronić przed inwazją. Przez Brodnicę, w kierunku Grudziądza i Torunia zaczęły przechodzić jeszcze dość składnie kolumny uchodźców. Żywili się tym co mieli z sobą, czym zostali poczęstowani przez miejscowych (co w początkowej fazie było zjawiskiem raczej powszechnym), lub co sami ukradli. Nikt nie koordynował jakiejkolwiek zorganizowanej pomocy, zresztą w czwartek 12 sierpnia, gdy XII dywizja Strzelców Armii Czerwonej wtargnęła na Pomorze i napotykając słaby opór pograniczników pułkownika Eugeniusza Habicha (9 i 10 Pułk Strzelców Granicznych) i już pod wieczór zagarnęła Działdowo administracja całkowicie przestała działać, pospiesznie szykując się do ewakuacji urzędów i siebie (często w odwrotnej kolejności).
13 sierpnia sowiecki 3. Korpus Kawalerii Gaja podszedł na przedmieścia Lipna, a po południu już opanował całą okolicę, wkraczając w nocy do Skępego, Karnkowa, Lipna, Kikoła. Rankiem 14 sierpnia zagarnęli Dobrzyń nad Wisłą i Bobrowniki, po czym spychając nieliczne polskie oddziały osłonowe szybkim marszem ruszyli w kierunku Brodnicy.


Pierwsi wiadomość o tym przynieśli spanikowani uciekinierzy. Jak na ironię tego dnia ukazało się w lokalnej prasie parę uszczypliwych uwag o uchodźcach, ponieważ redaktorzy prasy toruńskiej i bydgoskiej dostrzegli w tłumie wozów tarasujących drogi furmanki załadowane domowymi meblami, a nawet... fortepianami i dziwowali się, że w czas morowy rzeczy mają dla ludzi znaczenie.
Jednak artykuły były pisane poprzedniego dnia, bo w sobotę rano sytuacja okazała się tak poważna, że podobne krotochwile nikomu już nie były w głowie.
Świtem starosta brodnicki Olszewski podjął decyzję o ewakuacji urzędu. Do miasta napłynęło mnóstwo uchodźców szukających schronienia przed coraz gwałtowniejszym naporem bolszewików. Władze Brodnicy z dużym trudem panowały nad porządkiem w mieście. Choć burmistrz jeszcze funkcjonował, to jednak przygotowywano się do ewakuacji Magistratu (Jerzykiewicz upierał się zostać wraz z całym wyposażeniem i dokumentami urzędu, na co mu nie pozwolono). Do proboszcza brodnickiego ks. Władysława Fischoredera przyszło kilku – jak to zgrabnie ujął –„niezupełnie trzeźwych żołnierzy”, usilnie namawiając go aby wyjechał z miasta, jednak ten rozumiejąc zagrożenie uznał, że musi pozostać z wiernymi, po czym przeniósł się do zabudowań gospodarczych szpitala. Przedtem, wraz z kościelnym Myszklewiczem najważniejsze kosztowności fary z ukrył w jednym z grobowców na cmentarzu, zaś pozostałe odesłał powozem do Osia za Wisłą.


W niedzielę, 15 sierpnia tłumy mieszczan obległy farę modląc się do Boga o odsunięcie groźby najazdu, lecz coraz bardziej paniczny niepokój wyraźnie narastał. Podsycił go tuż przed południem burmistrz Górzna – Golubski. Twierdził mianowicie, że gdy pędził powozem do Brodnicy, to tuż za nim podążały przednie straże „krasnoarmiejców”. Także wzmożona fala uciekinierów z okolic Kongresówki dołożyła swoje do poczucia zagrożenia, gdy na prawo i lewo żywo rozprawiali o „skośnookich dzikusach na kudłatych koniach”. Przelewali się przez miasto, niczym fala potoku zmierzającego w kierunku twierdz Grudziądza i Torunia. Po południu dołączyły do nich całe grupy zdemoralizowanych żołnierzy z oddziałów rozbitych pod Brodnicą. Wspomina o nich także porucznik dyplomowany Karol Riedel („Historia Wojenna 26 pułku ułanów wielkopolskich”): „Pozostałe w Jabłonowie szwadrony miały trudne zadanie. Musiano zbierać po ulicach miasta i wioskach okolicznych luźne grupy pojedynczych żołnierzy zupełnie zdemoralizowanych i organizować w nowe związki”. Do tego ujawniła się nielojalna postawa wielu obywateli mniejszości narodowych: Niemców i Żydów. W Biskupcu miejscowi Niemcy zajęli dworzec kolejowy, wywiesili swoją flagę i na dziedzińcu ćwiczyli … orkiestrowe marsze powitalne! Trochę za to im się potem oberwało od Polaków…
Masowy napływ uciekinierów skończył się wraz z zajęciem miasta. Za trzy dni fala ruszyła w drugą stronę…

Piotr Grążawski
 

Reklama

Uchodźcy 1920 komentarze opinie

Dodajesz jako: |
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez brodnica-cbr.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

WPR sp. z o. o. z siedzibą w Golub-Dobrzyń 87-400, Rynek 20

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"