:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Ciekawostki, gdzie drzemie cisza - zdjęcie, fotografia
  • Zarośnięte mogiły na cmentarzu mennonitów w Kominach
  • Pamiątkowy głaz na cmentarzu ewangelickim w Pokrzydowie
  • Tablica nagrobna z cmentarza ewangelickiego w Niewierzu
  • Grób małej dziewczynki z nekropolii w Bobrowie
  • Resztki mogiły na zapomnianym cmentarzu na Budach
Gazeta CBR 02/11/2016 12:37

Cmentarze, o których zapomniano, mogiły, nie okrywane pierzynami chryzantem na 1 listopada, zmarli, o których pamięć zaginęła w mrokach przeszłości. Oto opowieść o nich

Jak każdego roku, pod koniec października na cmentarzach zaczyna się ruch. Ludzie czyszczą nagrobki, uprzątają teren wokół nich, grabią, myją, stawiają kwiaty. Są jednak takie nekropolie, na których z rzadka staje ludzka stopa. Żadna życzliwa ręka nie stawia tam kwiatów, żaden znicz nie rozświetla ciemności jesiennych nocy. Groby zapadły się, lub objęła je w posiadanie zachłanna roślinność, nikt już nie pamięta pochowanych tam ludzi. O takich cmentarzach, a także o tych, które ręka historii starła z powierzchni ziemi, traktuje niniejszy tekst.
Kasztelan, królewna i Hakata
Obecność protestantów na naszych ziemiach sięga połowy szesnastego stulecia. Wtedy to, a dokładniej w roku 1551, ówczesny starosta brodnicki, a późniejszy kasztelan brzeskokujawski, Rafał Działyński herbu Ogończyk, gorliwy luteranin, powołał nadwornego kaznodzieję, niejakiego Wawrzyńca Discordię, co było zaczątkiem pierwszej brodnickiej parafii protestanckiej. Za czasów następczyni Rafała na stanowisku starosty, Zofii Działyńskiej, Brodnica dorobiła się pastora miejskiego, którym był Erazm Gliczner, pedagog i kaznodzieja, a także pierwszego luterańskiego cmentarza, na którym Gliczner zresztą później spoczął. Cmentarz ów mieścił się tam, gdzie w chwili obecnej znajduje się plac imienia... Erazma Glicznera, a ziemię na ten cel podarowała właśnie starościna Zofia, w roku 1599. Zlikwidowano owa nekropolię w 1798 roku.
Po zamknięciu cmentarza na obecnym placu Glicznera, otwarto w Brodnicy nową nekropolię ewangelicką, mianowicie przy ulicy Sądowej. Obecnie jest tam park, nagrobki usunięto w roku 1956, o cmentarnej przeszłości przypomina tylko dawny dom grabarza, obecnie siedziba kancelarii adwokackiej, głaz z tablicą pamiątkową, oraz oryginalny nagrobek doktora Leopolda Dittmera, który poległszy w walce z cholerą kazał się pochować pod kamienną piramidą. Warto też wspomnieć, że na tym właśnie cmentarzu chowano w czasie II Wojny jeńców radzieckich, których zabił głód, chłód i brutalne traktowanie w miejscowym obozie.
Wracając do ewangelików, to po rozbiorach, gdy region brodnicki przypadł w udziale Prusom, liczba protestantów, przeważnie Niemców zresztą, zaczeła wzrastać. Zwłaszcza zaś w drugiej połowie XIX wieku, gdy działalność rozpoczęła nacjonalistyczna organizacja Deutscher Ostermarcheverein, popularnie zwana Hakatą, od inicjałów założycieli: Hansemann-Kenneman-Tiedemann. Celem tej organizacji była zupełna germanizacja ziem polskich w zaborze pruskim, co realizowano między innymi poprzez osadzanie tu niemieckich osadników, z reguły na rozparcelowanych ziemiach wykupionych majątków. O te było łatwo, kto bowiem śledził historie podbrodnickich dworów, ten wie, że panowie dziedzicowie orłami biznesu nie byli, posiedli za to wybitną umiejętność wydawania pieniędzy, co nieuchronnie prowadziło do zadłużenia po uszy. Tak właśnie stało się w Grzybnie, Chojnie i wielu innych wsiach. Cmentarza ewangelickiego w Grzybnie już właściwie nie ma, jednak wciąż istnieje ten w Chojnie i niemal ze szczętem zapomniana nekropolia we wsi Budy. Z tego samego okresu pochodzą też cmentarze w Bobrowie, Wądzyniu, Konojadach, Pokrzydowie, czy Niewierzu, o jakieś sto lat starsza jest nekropolia w Gutowie. Cmentarz ewangelicki w Buku Góralskim założono w początkach XIX wieku, sędziwy natomiast jest cmentarz w Tomaszewie, założony między 1719, a 1775 rokiem, na którym chowano ewangelików i baptystów. Wszystkich cmentarzy ewangelickich, rozsianych po naszym powiecie wymienić nie sposób. Część z tych nekropolii została uporządkowana, jednak nie wszystkie. Na niektóre wciąż nie da się wejść bez maczety, tak są zarośnięte, a wśród szczątków nagrobków straszą najzupełniej współczesne śmieci.
Olędry w Kominach i pamiątki po zarazie
Takim właśnie cmentarzem, zapomnianym, zarośniętym i zaśmieconym do stopnia obrzydliwego, jest cmentarz mennonicki w podbrodnickich Kominach. Aby dotrzeć do grobów trzeba się przedzierać przez gąszcz robinii akacjowych, co jakoś nie przeszkadza nieznanym sprawcom w regularnym wyrzucaniu tam śmieci. Mieszkańcy nazywają ową nekropolię niemiecką, co nie jest ścisłe, bo pochowani tam zmarli to mennonici. Kim oni byli?
Otóż w pierwszej połowie XVI wieku Menno Simmons z Fryzji (kraina historyczna, obecnie podzielona między Niemcy, Holandię i Danię), dotąd gorący zwolennik nauk Marcina Lutra, założył własny odłam zreformowanego chrześcijaństwa. Mennonici rychło po sformowaniu zaczęli być prześladowani w swojej ojczyźnie. Opuszczali przeto rodzinną Fryzję, a że biegli byli nader w melioracji, przyjmowano ich z otwartymi ramionami w okolicach bagnistych, a takowy był swego czasu nasz piękny powiat. Piękny, acz w XVII stuleciu cokolwiek wyludniony, bo los plag nie szczędził. Dżuma przetoczyła się w roku 1625, potem po dwakroć spustoszyli te ziemie Szwedzi, najpierw w kampanii 1628-29, potem podczas potopu 1656-59. A potem znowu przyszedł mór. Kiedy zaś pochowano zmarłych, okazało się, że pola odłogiem leżą, bo nie ma komu robić. Franciszek Ignacy Zboiński, który nabył Gorczenicę i Opalenicę w 1701 roku zauważył ten drobny problem i zainstalował niezwłocznie pierwszą partię osadników mennonickich, w Kominach właśnie. Potem Fryzowie zawitali do Łapinoża, Jeziorek i paru innych miejscowości. W Kominach założyli szkołę (po której ślad nie został), przy niej zaś cmentarz. Obecnie mało kto o nim pamięta, oprócz oczywiście tych, co tam śmiecą, groby toną więc bez reszty w chaszczach.
Jak wspomniałam zarazy nawiedzały w przeszłości region brodnicki nader często. Cóż, niski poziom higieny i wiedzy medycznej sprzyjał epidemiom. W wieku siedemnastym i osiemnastym nad mieszkańcami powiatu pastwiła się dżuma, w wieku dziewiętnastym zaś przetoczyło się kilka epidemii cholery. Romuald Łazęga w swoim „Szkicu kulturalno-historycznym”, w którym relacjonował wspomnienia mieszkańca miasta z lat 1814-1863, opisał zasłabnięcie kobiety w 1831 roku, na podbrodnickim polu. Do chorej wezwano doktora Dittmera (tak, tego od piramidy). Medyk pojawił się odziany w czarny, ceratowy płaszcz, sięgający ziemi, na głowie zaś miał ceratowy kaptur, również czarny, z otworami na oczy, przesłoniętymi szybkami. W tym makabrycznym stroju przystąpił do chorej, by po chwili obwieścić straszliwą diagnozę: „To jest cholera morbus!”. Notabene ten strój nic doktorowi nie pomógł, Dittmer bowiem zaraził się od pacjentów i zmarł.
Część ofiar zarazy chowano na zwyczajnych cmentarzach, część jednak, w miarę jak zgonów lawinowo przybywało, trafiała na specjalnie wydzielone miejsca pochówków. Cmentarze poepidemiczne znaleźć możemy, między innymi na Michałowie, w Zastawiu, Kruszynach Szlacheckich, czy Brzezinkach, aż dwie nekropolie tego typu są zaś w Zbicznie. Próżno tam szukać nagrobków, tych bowiem na cmentarzach epidemicznych z zasady nie stawiano.
Krzyż w lesie
Nie każdy wie, że las przy szosie z Brodnicy na Toruń, przed przystankiem autobusowym na Budach, kryje w sobie pamiątkę tragicznej historii. Na terenie ogrodzonej uprawy znajduje się leżący na ziemi betonowy krzyż, który oznacza symboliczną mogiłę.
– Z tego co mi mówiono, to był jeniec – mówi mieszkanka Niewierza, Beata Bachanek. – Pod koniec wojny Rosjanie prowadzili z Golubia do Brodnicy grupę niemieckich jeńców, wśród których byli także Polacy. Wielu z nich zmarło po drodze, jednego zastrzelono gdzieś za lasem i tam pochowano. Tego grobu znaleźć się nie udało, natomiast w lesie pochowano innego jeńca, który zmarł tam z wyczerpania i dyzenterii. Ten człowiek był Polakiem, pochodził stąd i miał przy sobie dokumenty, które przechował ktoś z tutejszych mieszkańców. Dzięki temu rodzina mogła odnaleźć jego grób. Zabrali jego ciało po kryjomu i pochowali gdzie indziej, tak, że ten krzyż stanowi w tej chwili mogiłę symboliczną.
Przypomnieć należy, że na naszych ziemiach, podobnie jak na Śląsku i Pomorzu i innych wcielonych do Rzeszy regionach, od 1941 roku okupant przymusowo wpisywał na volkslistę Polaków, uznanych za nadających się do zniemczenia. Mężczyźni zaś wciągnięci na takową listę mieli obowiązek służenia w armii niemieckiej. W razie odmowy, lub uchylania się od podpisania volkslisty, uchylający się trafiał przed sąd wojenny, gdzie wyrok śmierci był jedynym z możliwych, a jego rodzinę wysyłano do obozu koncentracyjnego. Bliscy dezerterów z Pomorza i naszego regionu trafiali głównie do KL Stutthoff.
Tak oto młodzi mężczyźni z regionu brodnickiego wdziewali znienawidzony mundur, by chronić swoich bliskich i ginęli w imię obłąkańczych planów Adolfa Hitlera. Pamiętajmy i o nich w dniach zadumy i refleksji.
(epo)

Reklama

Tam, gdzie drzemie cisza komentarze opinie

Dodajesz jako: |


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez brodnica-cbr.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

WPR sp. z o. o. z siedzibą w Golub-Dobrzyń 87-400, Rynek 20

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"