:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?

Tajemnica śmierci pana Nikodema

Postaci, Tajemnica śmierci Nikodema - zdjęcie, fotografia
Gazeta CBR 22/11/2016 07:20

W 1942 roku Wiwatowski rozpoczął pracę w Brodnicy, gdzie kontynuował działalność konspiracyjną. Tymczasem w brodnickich strukturach AK czaił się „kret”

[Pierwsza część - KLIKNIJ TUTAJ]   W poprzednim odcinku: młody lekarz Nikodem Wiwatowski tuż przed wojną rozpoczął pracę w rypińskim szpitalu. W październiku 1939 roku poznał tam swoją przyszłą żonę – pielęgniarkę Irenę, z którą za namową doktora Feliksa Dłutka przystąpił do konspiracyjnych struktur Polskiej Organizacji Zbrojnej, która wkrótce weszła w skład Armii Krajowej. Tymczasem w ręce toruńskiego Gestapo wpadł kurier podziemnej organizacji „Młody Las” Bernard C. z Brodnicy. Złamany podczas przesłuchania poszedł na współpracę z zadaniem rozpracowania lokalnej polskiej konspiracji... Latem 1942 roku Nikodem Wiwatowski dostał od władz niemieckich nakaz zmiany miejsca pracy, skierowano go do Brodnicy, gdzie w tutejszym szpitalu podjął obowiązki „asystenta głównego chirurga”, czyli tak naprawdę został zastępcą ordynatora oddziału chirurgii. Po krótkich pertraktacjach na zmianę miejsca pracy zezwolono jego żonie Irenie. Młodzi wynajęli wygodne mieszkanie w pobliżu rynku i z wielkim poświęceniem oddali się pracy na rzecz miejscowych pacjentów. Równolegle podtrzymali akces działania w strukturach Armii Krajowej. Jednym z pierwszych, którzy odwiedzili Wiwatowskich w nowym miejscu zamieszkania był kapitan Tadeusz Fiutowski ps. „Bohusz” – komendant Inspektoratu Armii Krajowej Brodnica. Zaproponował panu Nikodemowi objęcie kierownictwa Inspektoratu Sanitarnego, na co ten zgodził się od razu, podtrzymując rypiński pseudonim „Kazik”. Jednym z pierwszych zadań było opracowanie, a potem wdrożenie systemu ukrywania „spalonych” konspiratorów, a także zbiegów z brodnickiego obozu jenieckiego (Anglicy). Z grubsza polegało to na tym, że zaufany kurier (w tej roli często występował brat „Kazika” – Julian Wiwatowski ps. „Twardy”) doprowadzał do szpitala człowieka, któremu należało szybko wymyślić „legendę chorobową”, zakamuflować (np. owinąć bandażami, wywołać wysypki, gorączkę itp.) umieścić na którejś z sal do czasu „wyrobienie” dokumentów, lub oddania go kurierowi, który najczęściej nocą wyprowadzał „pacjenta” poza teren Inspektoratu Brodnica, do miejsca nowego przerzutu.  Taka działalność wymagała ścisłej współpracy kilku wydziałów lokalnych struktur Armii Krajowej, stąd Wiwatowski był w codziennym kontakcie z szefem łączności Franciszkiem Jarzębowskim ps. „Bluszcz” i sztabowcem odpowiedzialnym za przeżuty ludzi oraz ukrywanie „spalonych” Stanisławem Dzięgielewskim „Mikołajskim”. Nadto „Kazik”, w ramach Wydziału Sanitarnego koordynował współpracę pomiędzy wtajemniczonymi lekarzami powiatowymi z całego obwodu. Tu oczywiście najsilniejsza więź zaufania łączyła go ze wspaniałym doktorem rypińskiego szpitala Franciszkiem Dłutkiem „Arturem”.   Większe odprawy organizowano u Marii Fiutowskiej w Góralikach, gdzie często pojawiali się oficerowie Pomorskiego Okręgu AK, natomiast dla załatwiania problemów kierowania lokalnymi strukturami zbierano się w mieszkaniu krawcowej Wrońskiej przy ul. Przykop 52, gdzie mieszkała Władysława Zieleniewska ps. „Darnina” słynna referentka zorganizowanej w 1943 roku Wojskowej Służby Kobiet. Tu zresztą bardzo aktywna była żona Wiwatowskiego – Irena ps. „Doktorowa”, „Flora”. Wraz z kierowniczką sekcji sanitarnej Marią Lidią Zakrzewską „Orchideą” kierowniczką sekcji „Opus” (zajmującej się opieką nad aresztowanymi i ich rodzinami) stworzyły doskonały duet. Między innymi utworzyły kilka polowych magazynów lekarstw i środków opatrunkowych, jako bazę dla przyszłego szpitala polowego na wypadek ogólnego powstania. Zaopatrzenie tych magazynów odbywało się rzecz jasna w całkowitej dyskrecji, głównie poprzez zawyżanie zużycia w szpitalach, ale także poprzez takich dzielnych ryzykantów jakim był Jan Zakrzewski „Smyk” pracownik- dostawca dużej firmy drogeryjnej, który znakomicie fałszował faktury, a „oszczędności” przekazywał Zakrzewskiej, lub Wiwatowskiej. Część tych leków oraz innych środków przerzucano w ramach pomocy więźniom do potulickiego obozu, sporo trafiło też do Szczuki, gdzie w straszliwych warunkach Niemcy więzili Żydówki.  Dla lepszej organizacji wspierania zamkniętych w obozach, utworzono w terenie kilka skrytek etapowych. Zaopatrywał je kierowca karetki z brodnickiego szpitala Jan Kaliniecki „Medyk”.   Gestapowska wtyczka Wiele wskazuje na to, że choć niemiecki kontrwywiad miał od swoich konfidentów sygnały, iż brodniccy Polacy organizują się w jakieś tajne struktury, to co najmniej do 1943 niczego konkretnego nie wiedzieli (było w mieście kilka aresztowań, bez szerokich konsekwencji). Dopiero, gdy oddział legendarnego porucznika „Sprężyny” w brawurowej akcji odbił z brodnickiego więzienia kilkunastu aresztantów, a w łapy Gestapo wpadł kurier „Młodego Lasu” Bernard C. siły bezpieczeństwa hitlerowców uznały pilną konieczność rozpracowania środowiska. Tu złamanie w czasie przesłuchania na toruńskim Gestapo Bernarda C. i skłonienie go do współpracy (w poprzednim odcinku) mogło mieć kluczowe znaczenie. Działalność tego agenta zasługuje na osobny artykuł (co niebawem zrobię), tu poprzestanę jedynie na wzmiance, że załatwiono mu pracę na podrzędnym stanowisku urzędniczym w filii niemieckiego banku w Brodnicy. Z tej pozycji agent miał w miarę dobry ogląd elity, tym bardziej, że do września 1939 roku świetnie, z całym zaangażowaniem pełnił funkcję harcmistrza, a jego bliscy mieli opinię patriotów (m.in. matka Bernarda C. ukrywała w swoim mieszkaniu sztandar brodnickich harcerzy). Mając za sobą taką legendę w końcu złapał kontakt z ludźmi tworzącymi lokalne struktury Armii Krajowej i przybrał pseudonim „Topór”. Przeszkolony przez speców z Gestapo działał dość ostrożnie, zresztą konspiracyjny schemat też nie pozwalał mu na wgląd w szerszą działalność, a nadto Władysława Zieleniewska ps. „Darnina” – mająca w swoich obowiązkach działania kontrwywiadowcze nieustannie pilnowała, aby poszczególni żołnierze wiedzieli tylko tyle, ile trzeba do wykonania zadania. Ba, miała nawet swój kontakt w miejscowej policji kryminalnej (z niejakim Fuchsem) oraz ze służbą więzienną w Brodnicy. Zatrudnieni tam strażnicy Mierzwa, Czerwiński i były woźny sądowy Olszewski oraz szczególnie skłonni do pomagania: pisarz więzienny Prus i jego żona, ułatwiali przekazywanie grypsów i dostarczanie paczek. Mimo to, po niemal półtorarocznej „judaszowej działalności”, w sierpniu 1944 roku „Topór” spowodował wsypę części kierownictwa wraz z komendantem kapitanem Tadeuszem Fiutowskim oraz członkami sztabu Laskowskim, Łukowskim i Wątrobińskim.  Wielkie niebezpieczeństwo zawisło nad wszystkimi członkami konspiracji, bo stało się jasne, że wewnątrz organizacji jest „kret”. Doktor Wiwatowski wraz z żoną Ireną oraz innymi zdołali tymczasowo ukryć najbliższych współpracowników aresztowanych sztabowców. Nie uszło to uwadze Bernarda C., który prowadzącemu gestapowcowi przesłał raport o „jakichś ruchach” w brodnickim szpitalu. Nieco wcześniej (dziś trudno ustalić dokładną datę) grudziądzka komórka kontrwywiadowcza Armii Krajowej zawiadomiła brodniczan że w tutejszym banku pracuje niezidentyfikowany urzędnik będący na usługach gestapo. Informacja pochodziła od Niemca – tłumacza w grudziądzkim Gestapo, współpracownika Armii Krajowej Waltera Zeisnera. Ten znał kod cyfrowy agenta, widział go, jednak nazwiska nie znał. Waleria Wróblewska („Róża”) wyszukała u miejscowego fotografa Schramma zdjęcia wszystkich brodnickich urzęd­ników bankowych i zawiozła je do Grudziądza. Tam rozpoznano w jednym z nich Bernarda C. harcmistrza z Brodnicy. Jednak na razie nic z tym nie można było zrobić, ponieważ w poszukiwaniu zrzuconych międzyczasie skoczków spadochronowych, przybyły do miasta silne oddziały Jagdkommando, wzmagając terror do nieprawdopodobnych rozmiarów. Dość przypadkowo w czasie rewizji zabudowań Joanny Bekterowej (Pokrzydowo) Niemcy znaleźli zmagazynowane materiały opatrunkowe i leki, w tym niezrealizowane recepty wystawione przez Nikodema Wiwatowskiego. Przeprowadzono szerokie aresztowania, po czym w brodnickim więzieniu (klasztor) wdrożono brutalne śledztwo. 18 stycznia, w związku ze zbliżaniem się frontu postanowiono ewakuować także aresztantów. I tu sprawa się komplikuje, ponieważ wiele relacji donosi, iż wszystkich więźniów zapędzono do wagonu podpiętego do ostatniego pociągu ewakuacyjnego w kierunku Bydgoszczy, jednak w Archiwum Pomorskim AK jest informacja Kazimierza Antoszewskiego, z której wynika jakoby część więźniów – z Wiwatowskim i jego żoną - pognano pieszo do Jabłonowa. Tam po postoju w majątku Jabłonowo Zamek (spali w stodole), rankiem wyciągnięto z kolumny marszowej doktora i jego żonę, po czym oboje rozstrzelano pod stogiem siana w pobliżu torów kolejowych. Z kolei profesor Krajewski przytacza relację Witolda Gacy, którą ten złożył przed Julianem Wiwatowskim (bratem doktora), jakoby więźniowie jednak dotarli w pobliże Bydgoszczy, lecz tam, na kilka godzin przed wkroczeniem Rosjan wpędzono ich do drewnianej stodoły, a następnie wszystkich spalono żywcem... Tak, czy inaczej, z wszystkich więźniów, którzy wówczas, w mroźny dzień 18 stycznia 1945 roku wyszli, czy wyjechali z Brodnicy ocalał jedynie Bronisław Sobociński (to osobna fascynująca historia). Długi, składający się z kilkunastu wagonów pociąg (m.in. mój ojciec, jako młody chłopak został zmuszony do jego załadowywania) wypełniony niemieckimi uciekinierami, na końcu którego podłączono więźniarkę, przepadł bez śladu. Nikt, nigdy ani z Niemców, ani z Polaków nie odnalazł się, nie ma wiedzy, aby kiedykolwiek cokolwiek z niego znaleziono.   Piotr Grążawski 

Reklama

Tajemnica śmierci pana Nikodema komentarze opinie

Dodajesz jako: |


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez brodnica-cbr.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

WPR sp. z o. o. z siedzibą w Golub-Dobrzyń 87-400, Rynek 20

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"