:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?

Tajemnica śmierci Nikodema Wiwatowskiego [cz. I]

Postaci, Tajemnica śmierci Nikodema Wiwatowskiego - zdjęcie, fotografia
Gazeta CBR 07/11/2016 08:30

Wczesnym, ciemnym rankiem 2 stycznia 1945 roku po jeszcze pustych korytarzach brodnickiego szpitala echo rozniosło stukot kilku par podkutych buciorów. Doktor Nikodem Wiwatowski właśnie kończył nocny dyżur i nie zdążył jeszcze zdjąć fartucha, gdy do gabinetu wpadła blada z widocznego strachu siostra szpitalna – Jezu! Panie doktorze gestapowcy! Chyba tu idą!

Dzieciństwo miał szczęśliwe. Gdy 28 września 1908 roku przyszedł na świat, jego ojciec Jan właściciel wielkiego gospodarstwa rolnego w Pólku na ziemi dobrzyńskiej wyprawił sąsiadom takie „pępkowe”, że jeszcze długo o tym ludzie rozmaite krotochwilne bajdy klepali. Nie był to ani pierwszy, ani ostatni syn pana Jana i Teodozji z Marcinkowskich ale „jakieś coś” podpowiadało szczęśliwemu gospodarzowi, że to właśnie o nim świat kiedyś usłyszy. Dali mu na imię Nikodem – tak po dziadku Marcinkowskim, który wówczas już bardzo stary - był prawdziwą figurą w rodzinie, otoczony szacunkiem i legendą czynu powstańca styczniowego.

Widać na rzeczy były przeczucia, bo młody uczył się świetnie, tak, że szkołę powszechną wziął szturmem, podobnie zresztą wąbrzeskie gimnazjum z maturą, czym szeroko otworzył sobie drogę na Wydział Lekarski Uniwersytetu w Poznaniu. 8 maja 1936 roku otrzymał dyplom lekarski i natychmiast zgłosił się na staż do Szpitala św. Marcina w Rypinie. Rok później, w tym samym szpitalu dostał angaż na asystenta chirurgicznego i wsparty przez ojca kupił sobie wygodne mieszkanie przy ulicy Szkolnej 4. Szybko zyskał zaufanie u swoich pacjentów, a powszechnie szeptano, iż oprócz umiejętności i wiedzy ma jeszcze „szczęśliwą rękę”. Także jego przełożony, ordynator szpitala doktor Stanisław Zaborowski musiał to dostrzegać, ponieważ gdy na początku sierpnia 1939 roku sam dostał kartę mobilizacyjną wymógł na władzach, aby ordynatorem mianowali właśnie Wiwatowskiego. Ten z miejsca pojął, że czas jest szczególny i schodził z dyżurów tylko wówczas, gdy wyczerpanie go do tego zmuszało. Wytężona praca właściwie uratowała doktorowi głowę, ponieważ nie miał już czasu na zaangażowanie się w rozmaite patriotyczne przedsięwzięcia, co z kolei sprawiło, iż po zajęciu Rypina przez Niemców, miejscowi, wyjątkowo krwawi oprawcy z Selbstschutzu uznali, że właściwie, pomimo przynależności do polskiej inteligencji – może żyć… No, przynajmniej na razie może.

Zostawiono go nawet na stanowisku ordynatora do czasu, aż latem 1940 zmienił go niemiecki chirurg dr Johan Falk. Zawodowa współpraca obu medyków przebiegała najpierw dobrze, a potem, gdy Falk przekonał się o wysokich umiejętnościach Wiwatowskiego – nawet bardzo dobrze. Zresztą pan Nikodem musiał być wówczas – mimo wszystko - szczęśliwym człowiekiem, ponieważ 20 lipca 1940 roku ożenił się ze śliczną koleżanką z pracy pielęgniarką Ireną. Ciekawe, że urodzona we Franciszkowie (pow. Rypin) dziewczyna miała takie samo nazwisko jak dziadkowie Wiwatowskiego ze strony matki – Marcinkowska. Przybyła do Rypina w październiku 1939 roku, gdzie dostała skierowanie do pracy w szpitalu. Tam od razu wpadł jej w oko szczupły, przystojny ordynator, noszący wówczas zabójczy wąsik a’la Clark Gable. Szybko wyszło, że to wzajemna fascynacja, w następstwie wielka, prawdziwa miłość. Wyobraźcie sobie: wokół ponura, ociekająca bestialstwem hitlerowskich morderców okupacja (rypińscy bandyci z Selbstschutzu przeganiali w okrucieństwie wszystko, co dotąd znano), a oni, tego upalnego, wojennego lata po prostu się kochali…

Kolega Franek

Gdy Wiwatowski rozpoczynał pracę w rypińskim szpitalu, ordynatorem oddziału wewnętrznego był Franciszek Feliks Dłutek, człowiek bardzo towarzyski, ruchliwy, zaangażowany w działalność społeczną. Z Nikodemem Wiwatowskim byli prawie w tym samym wieku (Wiwatowski 1908, zaś Dłutek 1904 rok), zatem szybko znaleźli wspólne tematy i stali się dobrymi kolegami. W drugiej połowie sierpnia 1939 roku Dłutek, który właśnie otrzymał tytuł lekarza I stopnia został powołany przez Dowództwo Okręgu Korpusu Nr VIII w Toruniu (dowódca gen. bryg. Michał Karaszewicz-Tokarzewski) do armii, jako lekarz sanitarny 88 Dywizji Artylerii Ciężkiej. Uczestniczył w wojnie obronnej do jej ostatnich dni, ponieważ po wielu perypetiach (w tym walkach pod Mławą) przebił się do Modlina, gdzie 29 września, wraz z innymi żołnierzami polskimi dostał się do niewoli. Trafił do obozu jenieckiego w Działdowie, skąd zwolniono go pod koniec października 1939 roku. Wrócił do pracy w szpitalu rypińskim jako prowadzący oddział wewnętrzny i zakaźny. Szybko przystąpił do tworzącej się w podziemiu Polskiej Organizacji Zbrojnej, gdzie przyjął pseudonim „Artur”, po czym objął funkcję szefa konspiracyjnej służby medycznej na okręg rypiński. Właśnie nieco opadła najwyższa fala niemieckiego terroru, co członkowie POZ postanowili wykorzystać do rozbudowy struktur.

Jeszcze tego lata Dłutek odbył z Wiwatowskim otwartą rozmowę, kierując do niego propozycję dołączenia do grona żołnierzy podziemia. Ten po rozmowie z żoną zgodził się, przy czym Irena momentalnie uznała, że „ona też” i sama wybrała pseudonim „Flora”, choć w organizacji większość znała ją pod pseudonimem „Doktorowa”. Odtąd pana Nikodema nazywano „Kazik”. Parę tygodni później małżonkowie, wraz z innymi zwerbowanymi członkami Polskiej Organizacji Zbrojnej przeszli szkolenie konspiracyjne i na dobre rozpoczęli ryzykowną działalność.

Tworzy się Armia Krajowa

Tymczasem Związek Walki Zbrojnej – podziemna organizacja podległa polskiemu rządowi w Londynie rozpoczął proces scalania rozmaitych grup w jedną, silną organizację. Zgodnie z rozkazem komendanta głównego Związku Walki Zbrojnej z października 1941 w sprawie włączenia „osób należących do ZWZ oraz organizacji i oddziałów w czynnej służbie wojskowej w skład konspiracyjnej Armii w Kraju” rypiński POZ wszedł w skład inspektoratu brodnickiego Armii Krajowej, jako jej obwód o sympatycznym kryptonimie „Borowiki”. Całością dowodził Alfons Jarecki.

W tym czasie Wiwatowscy mieli niezwykle odpowiedzialne zadanie niesienia pomocy w ukrywaniu, kamuflowaniu na oddziałach szpitala lokalnych patriotów. Polegało to na tym, że zagrożone osoby umieszczano w lecznicy pod fałszywymi nazwiskami, czasami zwodniczo wpisując im w karty nieprawdziwe, choć groźne choroby typu „tyfus”, lub coś innego zabójczo zakaźnego. Nie był to jeszcze okres, gdy na tym terenie Armia Krajowa, wciąż będąca na etapie organizacji przystąpiła do masowych akcji typowo zbrojnych. Prowadzono za to szeroką działalność rozpoznawczo - szpiegowską na temat rozmieszczenia niemieckich jednostek wojskowych, ustalania „gorących zwolenników” faszystów itp.

Cień „Topora”

Na początku lutego 1942 roku zaszło ważne, jeśli nie kluczowe wydarzenie dla naszej opowieści. Krótko przed wjazdem do Torunia Niemcy zatrzymali pociąg osobowy, po czym przystąpili do szczegółowej rewizji pasażerów. W jednym z przedziałów samotnie podróżował młody przystojny człowiek – Bernard C. z Brodnicy. Miał przy sobie tylko niewielką teczkę z kanapkami w środku i jakimiś drobiazgami. Żołnierz który tam zajrzał machnął ręką, po czym kazał mu przejść na stronę już sprawdzonych, jednak obserwującego kontrolę podoficera zaintrygowała ta skromność bagażu. Rozkazał mężczyźnie rozpiąć gruby płaszcz. Intuicja nie zawiodła. Bernard C. miał pod podpinką plik gazetek zatytułowanych „Młody Las”. Volksdeutsch towarzyszący oddziałowi rzucił okiem na treść i aż zagwizdał z zachwytu, ponieważ już na pierwszy rzut oka dostrzegł, że były tam wydrukowane treści z nasłuchu londyńskiego radia. Natychmiast zwinięto podróżnego, po czym odstawiono do siedziby toruńskiego Gestapo. Nie od razu chciał mówić, więc zastosowano tortury. Te złamały go szybko. Zachwyceni gestapowcy usłyszeli, iż właśnie mają w swych łapach przedwojennego harcmistrza Brodnicy, kuriera podziemnego Związku Polaków Młody Las pseudonim „Topór”, człowieka – już choćby z racji pełnionej do września 1939 funkcji doskonale znającego elitę miasta. Złożyli mu krótką, mało finezyjną propozycję: albo „czapa” na miejscu, albo podejmie współpracę z Gestapo.

Bernard C. był przedwojenną gwiazdą brodnickiego harcerstwa. Podczas zbiórek, obozów, szkoleń często wysoko podnosił kwestie patriotyzmu, pracy dla niepodległej Polski, jednak gdy przyszedł ten najważniejszy sprawdzian dla niego samego - nie chciał umierać, nie miał w sobie tyle siły. Poszedł na współpracę.

Ciąg dalszy nastąpi...

Piotr Grążawski 

Reklama

Tajemnica śmierci Nikodema Wiwatowskiego [cz. I] komentarze opinie

  • Janusz Wiwatowski 2016-11-24 05:51:14

    Szanowny Panie Piotrze! Jestem bratankiem dr. Nikodema Wiwatowskiego oraz Juliana Wiwatowskiego (ps. Twardy). W rodzinie nikt nie znał okoliczności śmierci stryja, aż do czasu kiedy w dwutomowym dziele ( Słownik Biograficzny Ziemi Dobrzyńskiej) Pana Profesora Mirosława Krajewskiego przeczytałem artykuł poświęcony Jemu i Jego żonie ciotce Irenie. Mój nieżyjący już ojciec, po wojnie, pisał do Biura Poszukiwań Czerwonego Krzyża oraz do Archiwum w Arolsen, ale żadnej konkretnej odpowiedzi nie otrzymał. Na taką trzeba było czekać aż 70 lat. To chyba cud, że los pozwolił mi poznać Pana Prof. Krajewskiego. Jestem już emerytem i mieszkam z rodziną w rodzinnym gospodarstwie dziadków i stryja Nikodema. Wiadomo mi, że stryj Nikodem zmarł bezpotomnie lecz żyją dzieci stryja Juliana oraz bliscy krewni ciotki Ireny. Mam z nimi kontakt. Jeżeli ma Pan więcej wiadomości na ten temat proszę o e - maila lub telefon. 501083214 lub Pozostaję z wyrazami szacunku.

Dodajesz jako: |


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez brodnica-cbr.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

WPR sp. z o. o. z siedzibą w Golub-Dobrzyń 87-400, Rynek 20

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"