:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?

Pierwszy stryczek na Pomorzu

Wydarzenia, Pierwszy stryczek Pomorzu - zdjęcie, fotografia
Gazeta CBR 16/03/2017 10:02

W pierwszych latach II Rzeczpospolitej wyroki śmierci wydawane przez sądy cywilne wykonywało wojsko. Także w brodnickim więzieniu, do kwietnia 1929 roku kilkukrotnie użyto plutonu egzekucyjnego złożonego z żołnierzy naszego 67 pułku piechoty

Taka sytuacja coraz bardziej irytowała wojskowych, aż w końcu jesienią 1926 roku w Rzeszowie doszło do tego, że tamtejszy dowódca odmówił wydelegowania plutonu dla zabicia skazanego miejscowego rzezimieszka Marcina Panka. Energiczny minister sprawiedliwości Aleksander Meysztowicz postanowił nie czekać, aż jakieś skutki odniesie interwencja w ewidentnie niechętnym takim akcjom dowództwie armii, ponieważ wyrok był wydany przez sąd doraźny i powinien zostać wykonany jak najszybciej. Błyskawicznie, według nieznanych do dziś procedur (o ile jakieś zastosowano) powołał kata, który początkowo miał wykonać tylko ten jeden wyrok. Wybraniec nazywał się Alfred Kalt (Kaltbaum). Ów człowiek spisał się nadzwyczajnie, ponieważ dotarł do rzeszowskiego więzienia natychmiast po nominacji, szybko zbudował szubienicę adoptując do tego różne drewniane elementy (bo przecież w więzieniu takiej nie było), po czym nadzwyczaj zgrabnie, bez mrugnięcia okiem powiesił bandziora, nim ten naprawdę zdążył się przestraszyć! To utwierdziło decydentów, we wcześniej już powziętych zamiarach dokonania reform, czego owocem było rozporządzenie Prezydenta Rzeczpospolitej z dnia 13 grudnia 1927 roku o wykonaniu wyroków śmierci, wydanych przez sądy karne powszechne. Stanowiło ono, iż wyroki śmierci wydane w postępowaniu zwyczajnym lub doraźnym przez sąd karny powszechny należy wykonywać przez powieszenie. Rzecz jasna potrzebny był do tego oficjalny egzekutor, którym minister mianował Alfreda Kalta. Ten dość tajemniczy gość już wkrótce dał się poznać pod nazwiskiem Stefan Maciejowski (vel Maciejewski), zaś sława, jaką zdobył uczyniła z niego prawdziwą gwiazdę ludycznej popkultury. Ponieważ w kilku więzieniach Pomorza wykonywano wyroki śmierci, zastanawiano się, w którym z nich po raz pierwszy stracą skazańca według nowego przepisu, czyli które z pomorskich miast Maciejowski odwiedzi jako pierwsze.   

Szaleństwo narwanego Bronka

W Pierławkach, zwyczajnej, cichej wsi powiatu działdowskiego mieszkał sobie narwany Bronek Skonieczko. Mimo, że miał już 27 lat, był żonaty, miał troje dzieci, to jednak jakoś nie zdołał się ustatkować, a wciąż targały nim głupie pomysły, prześladował pech. Nic dziwnego, ponieważ Bronek miał trudny charakterek; wybuchowy, porywczy, nieprzewidywalny. Na gospodarstwie pracował wówczas, gdy sam tego chciał, a nie wówczas, gdy trzeba było. Rzecz jasna – doskwierał mu chroniczny brak pieniędzy i brak konceptu jak je uczciwie zdobyć. Któregoś dnia, w czasie popijawy z koleżkami w jednej z podmiejskich knajp Działdowa usłyszał plotkę o „babie, co z Ameryki spadek dostała”. Chodziło o to, że pewna starsza wdowa nazwiskiem Szymańska, mieszkająca we wsi Prioma (k. Płośnicy, pow. działdowski) miała brata za granicą. Tymczasem we wsi, nie wiadomo skąd pojawiła się pogłoska, iż ten umarł, uprzednio zapisując siostrze sporą sumkę. Otóż to! Narwany Bronek postanowił, nikomu nic nie mówiąc uwolnić wdowę od mamony, bo czyż to nie jemu, młodemu, radosnemu synowi ziemi działdowskiej przyda ona więcej pożytku?
Mroźnym wieczorem, 3 stycznia 1929 roku Bronisław Skonieczko wtargnął do domu Szymańskiej. Ogłuszył ją już na wejściu, a potem trochę zaskoczony zobaczył, że w domu jest jeszcze jedna kobieta – koleżanka wdowy, niejaka Żebrowska. Nie wdając się w potworne szczegóły mordu, narwaniec dosłownie zarżnął obydwie. Plądrował dom całą noc, ale nie znalazł pieniędzy, za to zostawił po sobie mnóstwo śladów, a rano został zauważony na drodze, jako „obcy we wsi”. Po dwóch tygodniach śledztwa wpadł w ręce policji i wylądował na pryczy brodnickiego więzienia.
Skazanie

5 marca 1929 roku (a więc w dwa miesiące po zabójstwie!) rozpoczął się w Brodnicy trzydniowy proces Skonieczki. Początkowo nikogo w mieście to nie obchodziło; nikt nie znał sprawcy ani ofiar, dopiero, gdy drugiego dnia rozeszła się wiadomość o tym, że prokurator zażądał podwójnej kary śmierci, zaczęto zastanawiać się; dostanie, nie dostanie… Rzecz jasna chodziło o to, czy będzie okazja zobaczyć już wówczas bardzo sławnego kata Maciejowskiego, czy jeszcze nie. Poza tym jak dotąd, od rozporządzenia Prezydenta RP w województwie pomorskim nie wykonano ani jednego wyroku śmierci nową metodą.

7 marca 1929 roku sąd w Brodnicy jednak skazał Bronisława Skonieczko na karę śmierci. Następnego dnia umożliwiono mu napisanie prośby do Prezydenta Rzeczpospolitej o zamianę „KSa” na długoletnie więzienie i zaczęło się oczekiwanie. Oczywiście, w dobrych domach w ogóle nie poruszano tej sprawy, jednak w knajpach Brodnicy był to temat nr1 – Przyjedzie Maciejowski! Mieliśmy jednak pecha, bo Stefcio Maciejowski właśnie przesadził z kolejną zakrapianą imprezką, w trakcie której wywołał burdę w lokalu i szarpał się z policją, za co minister sprawiedliwości zawiesił go w obowiązkach. Postanowiono, że o ile Prezydent Rzeczpospolitej nie udzieli skazańcowi łaski, to do Brodnicy uda się jedyny zastępca Maciejowskiego Artur Braun.

15 kwietnia Kancelaria Prezydenta poinformowała, że nie będzie łaski, w związku z czym Skonieczka musiał być stracony jak najszybciej.

Wykonanie wyroku

Wieczorem, 16 kwietnia 1929 roku, ostatnim pociągiem z Warszawy przybyło do Brodnicy dwóch mężczyzn. Jeden wysoki, około czterdziestoletni, w eleganckim garniturze, trzymający w dłoni sporą skórzaną walizkę, zaś drugi ewidentnie niższy, ogorzały na twarzy, odziany w rzeczy dość przypadkowe. Dowiedziawszy się, iż brodnickie więzienie – dawny klasztor franciszkański – wcale tak daleko od dworca nie leży udali się do niego piechotą. Ten wyższy był katem Braunem, zaś ten niższy jego pomocnikiem, którego nazwiska żadne dostępne akta nie zapisały. Po przedstawieniu naczelnikowi więzienia swoich legitymacji, oraz pełnomocnictwa ministra sprawiedliwości do wykonania zadania zostali wpuszczeni na dziedziniec dzisiejszego klasztoru, gdzie pod jedną ze ścian leżało kilkanaście drewnianych belek – tzw. „kanciaków”, po południu przyniesionych tu przez administrację więzienną. Obok stała skrzynka z niezbędnymi narzędziami i śrubami. Braun z pomocnikiem bez pośpiechu wzięli się do stolarskiej roboty.

Tymczasem wiele godzin wcześniej, bo tuż po śniadaniu naczelnik więzienia wezwał Skonieczkę i oświadczył mu, że Prezydent Rzeczpospolitej nie skorzystał z prawa łaski, w związku z czym zostanie stracony nazajutrz. Zapytał, czy ma jakieś ostatnie życzenie. Miał. Chciał się pożegnać z żoną i dziećmi, dostać paczkę papierosów, a także… parę kieliszków wódki. Wysłano samochód do Pierławek po rodzinę, naczelnik obiecał mu kielicha przy kolacji, po czym dał paczkę papierosów. Tuż po południu w asyście strażników odbyło się pożegnanie. Dzieci były wystraszone i zdezorientowane ponurym miejscem, więc na szczęście niewiele z tego rozumiały, natomiast żona pewnie bardziej rozpaczała nad swoim losem, niż marnym życiem męża–bandziora.

Wieczorem Bronek zjadł – jak to ujęto – „obfitą kolację”, strzelił sobie dwa kielichy, zapalił papierosa i najwyraźniej świat musiał mu się wydać odrobinę mniej wredny, bo postanowił uciąć sobie drzemkę. Spał jednak słabo, gdyż z więziennego dziedzińca dochodziły jakieś stukoty…
Równo o godzinie 5 do jego celi wszedł wikary z brodnickiej fary proponując mu spowiedź, z czego skazaniec skwapliwie skorzystał, usilnie prosząc duchownego, aby do końca go nie opuszczał, co ten przyrzekł solennie. Kurczowo chwycił księdza, gdy równo o godzinie 6 pojawili się w celi strażnicy, prokurator, obrońca, naczelnik więzienia oraz lekarz. Zrozumiał, że to koniec, ale sam wstał. Kilkanaście kroków na dziedziniec przeszedł jak w transie i dopiero, gdy w świetle budzącego się dnia zobaczył szubienicę wpadł w panikę, lecz strażnicy byli na to przygotowani.

Chwycili go pod pachy w żelaznym uścisku, po czym błyskawicznie zawlekli pod szubienicę. Tam prokurator jeszcze raz odczytał spazmującemu Skonieczce sentencję wyroku, złożył kartkę i zdjął kapelusz, co było znakiem dla kata Brauna. Ten, razem z pomocnikiem ustawił skazańca na wysokim stołku, prawie „po drodze” zakładając mu stryczek na szyję. Rzucił okiem, czy sznur zwisa dostatecznie swobodnie, po czym kiwnął głową w kierunku pomocnika. „Handlager” energicznym ruchem wyrwał stołek spod nóg narwanego Bronka i … fertyk!… Było „po ptakach”. Kat zdjął rękawiczki i rzucił je pod szubienicę, a następnie zameldował prokuratorowi o wykonaniu egzekucji. Jej świadkami było tylko kilka osób, w tym żona Skonieczki.

Dopiero w południe brodniczanie dowiedzieli się, że rankiem, 17 kwietnia 1929 roku, w ich mieście dokonano pierwszej na Pomorzu egzekucji przez powieszenie. Tymczasem Artur Braun w towarzystwie gościa o ogorzałej twarzy spał smacznie w wagonie II klasy pociągu do Warszawy…
 

Piotr Grążawski

Reklama

Pierwszy stryczek na Pomorzu komentarze opinie

Dodajesz jako: |
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez brodnica-cbr.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

WPR sp. z o. o. z siedzibą w Golub-Dobrzyń 87-400, Rynek 20

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"