23°C lekkie zachmurzenie

Pierwszy powojenny wiec

Ciekawostki, Pierwszy powojenny - zdjęcie, fotografia

Kwiecień 1945 roku zaczął się w Brodnicy byle jaką pogodą, na co zresztą mało kto zwrócił uwagę. Nowa władza, która przyszła z „centralnej Polski” robiła co mogła, aby w chmurnych Pomorzakach wzbudzić jakiś entuzjazm, ale ci ewidentnie mieli gdzieś „nowe prądy społeczne” i tylko w kółko pytali o los swoich wywiezionych do Rosji

Trzeba tu uczciwie przyznać, że wielki czerwony sojusznik nie ułatwiał pracy propagandzie i co jakiś czas paskudnie niweczył nawet umiarkowane pochwały pod jego adresem. Wprawdzie „Trofiejnyje Kamandy” (rosyjskie oddziały „zabezpieczające” trofea wojenne) zeszły już z terenu powiatu, ale stało się tak dlatego, że ukradli, zarekwirowali, przywłaszczyli wszystko, co przedstawiało większą wartość. W samym mieście też wyzwolili brodniczan z bardzo wielu przedmiotów, urządzeń, a nawet całych instalacji infrastrukturalnych, łącznie z drutami napowietrznej sieci energetycznej, które po prostu poodcinali ze słupów (w tym czasie, do początków marca nie pozwalali uruchomić elektrowni miejskiej, gdzie mróz wyrządził tyle szkody ile pociski artylerii), po czym łup załadowali na pociągi do Rosji. W mieście nie było tygodnia, bez awantury z udziałem rosyjskich żołdaków. Najgorsze miały miejsce przy stacji kolejowej, gdzie na placu za torami urządzono tymczasowe warsztaty naprawy czołgów. Tam, wieczorami pijane grupki krasnoarmiejców próbowały wdzierać się do domów i mieszkań w poszukiwaniu kobiet. Milicja interweniowała w bardzo ograniczonym zakresie, zresztą Rosjanie kompletnie ignorowali tę służbę i polskie władze - robili co chcieli. Przed ich pazernymi łapami nie chroniło nic, żaden dokument.

 

Komplet władzy

Taaak…, nowa władza nie miała łatwo… Mimo wszystko towarzystwo, które przejęło ster rządów w mieście postanowiło robić swoje. W początkach kwietnia 1945 r. przyszedł z „Centrali” rozkaz ustanowienia władz powiatowych. Nie miały to być jakieś uzgodnienia, czy – nie daj Boże – powszechne wybory przeprowadzone np. przez wojewodę, burmistrza, czy gminy, a przez… Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego! 15 kwietnia 1945 r. wezwano do Magistratu kilkudziesięciu „oddanych obywateli” i pod osłoną UB-eckich pistoletów dokonano „wyboru” władz powiatowych. Przewodniczącym Powiatowej Rady został przedwojenny nauczyciel Bolesław Jastrzębski (PPS), jego zastępcą „wybrano” Jana Mączkowskiego (ówczesnego sekretarza miejskiego PPR – organizatora struktur partyjnych). Do składu dodano: Jana Kęsickiego (sekretarza powiatowego PPR), Jana Umińskiego (z PPR), a także bezpartyjnego „rodzynka”, czyli doktora Marcelego Jakubiaka, starostą mianowano Józefa Łydę. 

Zatem miała Brodnica pełnię samorządowego przedstawicielstwa, tyle, że to była tylko fasada. Biurka prawdziwej władzy stały sobie za tą elewacją, a należały do: sekretarza PPR Kęsickiego, kierownika UBPB (bezpieki) Stasiaka, komendanta MO Eryka Łysakowskiego no i to największe – rosyjskiego komendanta miasta urzędującego w zarekwirowanej kamienicy przy ulicy Mały Rynek.  

Do połowy kwietnia najważniejsza robota toczyła się „w terenie”. Do rozparcelowania było aż 48 majątków ziemskich, z czego 16 poniemieckich, a reszta należała do „polskich krwiopijców”. Zajmowały one olbrzymi areał 18468 hektarów, z którego do 15 kwietnia 1945 roku podzielono 3885,8 hektara, w wymiarze 4-5 hektarowych działek gwarantujących obdarowanym… dziadowskie życie. Do nowych „gospodarzy” natychmiast wysłano aktywistów ze Związku Walki Młodych, mających uświadamiać „rolnika i chłopa”, aby wstąpili do związku Samopomocy Chłopskiej w Brodnicy. Dano im do ręki ulotki. Ich treść powtórzono potem w „Głosie Brodnickim” (nr 4). Przeczytajmy, bo warto poczuć poetykę tamtych czasów (pisownia oryginalna):. „Chłopie – Rolniku! Od wieków gnuśniałeś w niemocy i odrętwiała Twoja dusza. Wciąż jeszcze, gdzieś w kąciku jej kryje się dziwny lęk – to ślad pańszczyzny! – Zbudź się więc wreszcie do czynnej, żywiołowej pracy nad sobą i nad rodzinną Twoją wsią! Dziś masz prawo stanowić o wszystkich potrzebach swoich i całej wsi. Drogę tę otworzył Ci Związek Samopomocy Chłopskiej. A zdrajcą własnego dobra i dobra całej gromady jest ten, kto nie jest członkiem jego!” Prawda, że mocne? Jakiż dramatyzm, jaka lekkość egzaltacji!!... Już teraz nikt tak nie potrafi pisać…

 

Trzeba zrobić „cóś”

Zostawmy jednak na chwilę pisarskie talenty sług nowej władzy, a przejdźmy do tamtych kwietniowych dni 1945 roku. PPRowcy doszli do wniosku, że potrzebne jest wielkie wydarzenie, które zjednoczy społeczeństwo, obudzi je, choć na jakiś czas oderwie od kłopotów codzienności, a jednocześnie ruskich rabusiów przedstawi w nowym świetle zbawców postępowej ludzkości. To było konieczne, ponieważ cała legitymacja do sprawowania władzy przez polskich bolszewików opierała się na radzieckich bagnetach i o ile ci – gdzieś tam w kieleckim, czy centralnej Polsce mieli co najmniej w połowie autentyczną opinię „wyzwolicieli”, o tyle na Pomorzu byli po prostu okupantami bezwzględnie traktującymi miejscową ludność i tak wytykaną paluchami za przymusową przecież volkslistę i służbę w Wehrmachcie.

W połowie kwietnia do Urzędu Informacji i Propagandy w Brodnicy (jo, jo -był taki!), na ręce kierującego nim Romana Pyskło dotarła depesza o walkach na przedmieściach Berlina i spodziewanym zdobyciu stolicy III Rzeszy. To był dobry pretekst. Natychmiast spotkali się: burmistrz Jarych (PPR), sekretarz PPR Kęsicki, dowodzący ZWM Pieniążek, starosta Łyda i przedstawiciele resortu bezpieczeństwa. Wymyślono zorganizowanie w dniu 19 kwietnia 1945 roku, na rynku „spontanicznego wiecu” brodniczan, gdzie mieszkańcy miasta radośnie poprą to, cisną gromy na tamto, będą domagali się tego… Zredagowanie stosownej rezolucji powierzono Romanowi Pyskło. Już dzień przed wyznaczoną datą agenci bezpieki (już wtedy było ich ok 80, głównie wśród ludności napływowej) donieśli, że wg. ich obserwacji wiec na rynku – bez zastosowania przymusu - może być frekwencyjną klapą. Do tego nie można było dopuścić, bo co by powiedzieli towarzysze radzieccy?! Wówczas ktoś z PPR wpadł na pomysł, aby zorganizować go w sali kina, gdzie nawet kilkudziesięciu ludzi będzie tłumem. Genialny pomysł postanowiono natychmiast zrealizować, jednocześnie rezygnując z druku plakatów zapraszających „wszystkich mieszkańców”, bo miejsc było tyle, że mógł je zapełnić sam aktyw.

 

Rezolucja

19 kwietnia, o godzinie 17, w silnie obstawionej UBowcami i milicją sali kina zebrali się ci, co mieli najwięcej do gadania w pookupacyjnej rzeczywistości Brodnicy. Tylko kierownik Urzędu Bezpieczeństwa został w komendzie, ponieważ doniesiono o marszu lasami na Brodnicę niezidentyfikowanego oddziału uzbrojonych ludzi. W każdym razie na owym wiecu w kinie „spontanicznie” uchwalono „Rezolucję”. Warto tu przytoczyć jej obszerniejsze fragmenty (pisownia oryginalna – nie poprawiać): „Z okazji wkroczenia Armii Czerwonej i Wojsk Polskich do miasta Berlina Robotnicy i Pracownicy dają wyraz o swej głębokiej trosce o utrzymanie po wieczne czasy w granicach odrodzonej Rzeczpospolitej Polskiej Ziem odwiecznie Polskich, wyrwanych w krwawych bojach przez bohaterską Armię Czerwoną i odrodzone wojsko Polskie od niemieckiej przemocy. W trosce o uchronienie narodu Polskiego przed powtórzeniem się niemieckiej agresji, utrzymanie wytyczonej granicy na Odrze i Nysie na Polskim Bałtyku, o ugruntowaniu polskości na wielkim Pomorzu, aby zabezpieczyć naród polski przed niebezpieczeństwem nowej napaści ze strony niemieckiego imperializmu, zgromadzeni uważają za konieczne całkowite zniszczenie ekonomicznej i militarnej mocy krzyżactwa. Naród Polski z niepokojem obserwuje działalność niektórych kół w państwach sojuszniczych, zmierzając do oszczędzenia Niemiec i uratowania ich potencjału gospodarczego i wojennego. (…) Zgromadzeni domagają się od K.R.N. zawarcia umowy wzajemnej pomocy między rządem R.P. a rządem Z.S.R.R. Zawarcie podobnej umowy stworzy gwarancje niepodległego bytu Państwa Polskiego. Przy poparciu Związku Radzieckiego Polska dźwignęła się z upadku, wytknęła nowe granice na zachodzie i północy, przy poparciu Związku Radzieckiego Polska ugruntuje swą świetną przyszłość i potęgę.”

  Tu, w wersji plakatowej następują podpisy lokalnych szefów PPR, PPS, burmistrza, starosty, komendantów, dyrektora gimnazjum i cieszącego się wielkim autorytetem… księdza Leonarda Rzóski. To wprowadziło duchownego w najwyższe zdumienie, ponieważ o tym, że był obecny na wiecu w kinie dowiedział się… z obwieszczenia.  

Rezolucja z czwartku 19 kwietnia 1945 roku jeszcze długo była przedmiotem kpin brodniczan. Najczęściej pytano o „wzajemną pomoc” i „wytyczone granice”, zastanawiając się – co ze wschodnią? Oczywiście tabun szpicli natychmiast doniósł do Urzędu Bezpieczeństwa o kompletnej klapie zgromadzenia, że stało się ono powodem drwin z władzy. To pewnie przypadek, ale w piątek, 20 kwietnia burmistrz Jarych podpisał zarządzenie o wydłużeniu godziny policyjnej; od 20 do godziny 6 następnego dnia. Krócej będą łazić po mieście, mniej będą plotkować…

Piotr Grążawski

Pierwszy powojenny wiec komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się