:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?

Ostatnie dni Ignacego Łyskowskiego

Postaci, Ostatnie Ignacego Łyskowskiego - zdjęcie, fotografia
Gazeta CBR 30/07/2015 11:59

129 lat temu, 14 lipca 1886 roku zmarł jeden z najważniejszych, najbardziej zasłużonych polityków jakich nosiła ziemia brodnicka – Ignacy Łyskowski. Jego śmierć okryła autentyczną żałobą nie tylko świadome społeczeństwo ówczesnego powiatu brodnickiego, lecz także znaczącą część mieszkańców Prus.

Nic dziwnego, ponieważ dziedzic Mileszew był naprawdę niezwykłym człowiekiem, a owoce jego pracy i działalności widać do dziś. Przede wszystkim był świetnym rolnikiem – zarządcą, otwartym na wszelkie nowinki i potrafiącym zastosować je w praktyce. Napisał wiele artykułów prasowych popularyzujących ideę nowoczesnego rolnictwa, a nadto wydał niezwykle wzięte książki- poradniki pt. „Gospodarz” oraz „Trzy nauki gospodarskie”, znane we wszystkich trzech zaborach. Jego polski patriotyzm był wręcz przysłowiowy, choć nie narwany, gwałtowny, lecz bardzo pozytywistyczny. Sam zresztą wyznaczył sobie określające go motto „Przez pracę i oszczędności, do mienia i godności”. Nie wykluczając używania szabli, twierdził, iż aby wybić się na niepodległość Polacy powinni równolegle budować swoją „podstawę materialną”. To nie oznaczało lekceważenia przez niego narodowego ducha. A gdzie tam! Zakochany w folklorze ziemi michałowskiej i chełmińskiej „tropił” ją, utrwalał w zapiskach („Pieśni gminne i przysłowia polskie w Prusach Zachodnich”, popularyzował jak tylko potrafił, jak mu na to pozwalała coraz bardziej gęstniejąca atmosfera antypolskiej polityki władz pruskiego zaborcy. Aby wesprzeć sprawę narodową dziedzic Mileszew zgodził się kandydować do pruskiego parlamentu, zaś gdy już został posłem (od 1866 roku, przy potężnym wsparciu entuzjastycznie nastawionych rodaków z ziemi brodnickiej i lubawskiej) oddał swojej małej ojczyźnie nieocenione, skutkujące dobrem do dziś – usługi. Nieustępliwie i z sukcesem zabiegał o włączenie miasta i powiatu do sieci znakomitych pruskich kolei, uzyskał fundusze na budowę utwardzonych dróg powiatowych. Ba! Wykorzystał swoją pozycję w parlamencie do przeforsowania zniżek transportowych na śląski węgiel dla mieszkańców powiatu! Jak to wszystko wpłynęło na ożywienie gospodarcze naszego regionu, no, tu był potrzebny spory referat. Niestrudzenie zachęcał do pracy dobrym słowem, lecz jeszcze bardziej przekonywująco – własnym przykładem. Będąc w nieustannym ruchu, zabiegając skutecznie o setki istotnych spraw zapomniał nieco o sobie samym. Pierwsze poważne ostrzeżenia, że zdrowie przestaje mu służyć dopadły go w 1884 roku. Ówczesna medycyna nie była w stanie dokładnie rozpoznać przyczyny jego choroby płuc, a operacja, którą wówczas przebył w niczym nie pomogła.

W Poznaniu

Z Łyskowskim był jeszcze i ten kłopot, że nie lubił nikogo sobą zajmować, więc tak naprawdę niewielu wiedziało jak bardzo podupada na zdrowiu. Dopiero w czerwcu 1886 roku jego córka, która przyjechała z Poznania (gdzie mieszkała z mężem), gdy tylko zobaczyła ojca, postanowiła natychmiast zabrać go z sobą. Uznała, że tam, w silnym ośrodku miejskim łatwiej będzie znaleźć dla niego dobrą opiekę, a nadto jej mąż – doktor Wicherkiewicz sam był świetnym lekarzem. Na jakikolwiek ratunek było już jednak za późno. W środę 14 lipca 1886 roku dziedzic Mileszew zmarł. Wieść lotem błyskawicy obiegła Poznań, zaś przed domem jego córki zaczął gromadzić się wielonarodowy tłum mieszkańców stolicy Wielkopolski, chcący oddać cześć wielkiemu politykowi. Przyjeżdżali posłowie sejmu pruskiego i parlamentu Rzeszy, przemysłowcy, arystokracja.

Tymczasem rodzina postanowiła, że ciało Ignacego musi wrócić do rodzinnej ziemi, dla której miał tyle miłości. Początkowo planowano po prostu przewieźć trumnę na dworzec kolejowy, lecz na prośbę społeczeństwa Poznania odbyło się to w formie manifestacyjnego pochodu. Jedna z ówczesnych gazet tak zrelacjonowała wydarzenie: „Gdyby jaki człowiek obcy, gdzie z dalekich krajów, który o Polakach i Polsce nic nie słyszał i nie wiedział, zobaczył był ten wspaniały orszak pogrzebowy, który ciało zmarłego z Poznania wyprowadzał, gdyby był widział te tysięczne tłumy ludu, ten sznur duchowieństwa i wspaniałą liczbę naszych posłów, naszych ludzi uczonych i stanowiska zajmujących, te wieńce pokrywające trumnę, a zacną ręką kładzione, zaiste zdawałoby mu się, że wielkiego mocarza wiedzie naród do grobu”.    

Powrót do domu

Kto w okolicach północy z 19 na 20 lipca 1886 próbował dotrzeć na stację kolejową w Jabłonowie, tego pewnie spotkał srogi zawód, ponieważ droga do niej i samo miasteczko było kompletnie zapchane setkami powozów i majaczącym w świetle lampek nieprzebranym tłumem mieszkańców powiatu, chcących po raz ostatni powitać swojego posła na rodzinnej ziemi. Gdy o 1.30 pociąg wjechał na wyznaczony peron, dopiero na wezwanie ks. Prądzyńskiego - kanonika pelplińskiego, który przez całą podróż z Poznania czuwał przy trumnie utworzono szpaler, umożliwiający przeniesienie jej na specjalny powóz przysłany z mileszewskiego dworu. W wielkiej asyście wrócił dziedzic na swe włości, które za życia tak troskliwie doglądał. Ośmiu jego siostrzeńców dźwignęło trumnę z karawanu, po czym wniosło do dworu, na specjalnie wykonany katafalk. A ludzi wciąż przybywało… W wielonarodowym tłumie byli Polacy, Niemcy, nawet nieco Żydów. Nie brakowało nikogo spośród okolicznej szlachty – bez względu na nację.

O godzinie 9.00 poseł Magdziński z Koła Polskiego w parlamencie Rzeszy wygłosił wzruszające przemówienie, wyrażając boleść nad stratą „tak światłego męża, obrońcy Ojczyzny i Kościoła” Po nim głos zabrał serdeczny przyjaciel Łyskowskiego – ziemian Parczewski podnosząc zasługi zmarłego dla ludu, a kończąc upomniał: „Najmilszy mu pomnik wystawmy w sercach naszych, pielęgnując jego pamięć, jego zasady, a naśladując jego pracę i gospodarność. Trzymajmy się ziemi naszej!”.

Gdy skończył, kilku dziedziców podbrodnickich majątków, pomimo wzmagającego się upału ubranych w odświętne fraki, dźwignęło trumnę i wśród żałobnych pieśni poczęli ją nieść w kierunku lembarskiego kościoła. Tuż za nimi prowadzono rumaka okrytego kapą z herbem Doliwa. Co jakiś czas niosących zastępowała nowa grupa; a to gospodarze, a to rzemieślnicy, przedstawiciele różnych stanów i stowarzyszeń. Każdy z nich podjęcie tego trudu poczytywał sobie za zaszczyt, tak, że ostatnią drogę z Mileszew do lembarskiego kościoła (ok 2 km) Łyskowski odbył na barkach swoich przyjaciół. Z przodu konduktu dano miejsce rodzinie i delegacjom, gdzie zwłaszcza dwa wieńce zwracały uwagę swoją niezwykłą wielkością i kompozycją. Pierwszy nieśli posłowie z Koła Polskiego w parlamencie Rzeszy, a drugi delegacja brodnickich mieszczan. Brodniczanie ozdobili ów wieniec jedwabną szarfą z wielkim napisem: „Polakowi, Polacy z Brodnicy”.

Po trudach życia

Nabożeństwo żałobne, koncelebrowane przez wielu księży odprawił niezmordowany ksiądz Prądzyński kanonik pelpliński, przywilej wygłoszenia kazania oddając ks. Neubauerowi kanonikowi brodnickiemu. Ten, przykład życia Łyskowskiego polecił głównie młodzieży, uwypuklając nadzwyczajną pracowitość, bogobojność, ale i skromność zmarłego. Oczywiście przypomniał też motto życiowe dziedzica Mileszew: „Przez pracę i oszczędność dojdziemy do mienia i godności”….

W końcu nadszedł moment umieszczenia trumny w podziemnej krypcie świątyni w Lembargu. Zwrócę tu uwagę, że był to ostatni tego typu pochówek (w obiekcie kościoła parafialnego) na terenie powiatu brodnickiego. Robotnicy zasunęli ją ciężkim kamieniem, potem zastąpionym przez ozdobną płytę nagrobną i tak zakończył się etap ziemskiej wędrówki Ignacego Łyskowskiego, a poczęła jego legenda.

Piotr Grążawski

Reklama

Ostatnie dni Ignacego Łyskowskiego komentarze opinie

Dodajesz jako: |


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez brodnica-cbr.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

WPR sp. z o. o. z siedzibą w Golub-Dobrzyń 87-400, Rynek 20

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"