7°C lekkie zachmurzenie

O tym jak komtur Rabenstein podtopił miasto

Wydarzenia, komtur Rabenstein podtopił miasto - zdjęcie, fotografia

Zima roku 1453 przyszła w końcu listopada i każdego dnia zrzucała z firmamentu nieba kłęby śniegu, zaś od wzmagającego się mrozu raz po raz trzaskały pnie wiekowych drzew, a Drwęca całkowicie zamarzła już na początku grudnia.

Jakby na przekór pogodzie, w całych Prusach wrzało. Mieszczanie i rycerstwo skupione w Związku Pruskim wypowiedzieli posłuszeństwo Krzyżakom. Rycerze dość już mieli ograniczania ich dawnych uprawnień, wzrastających obciążeń finansowych, „dziwnych” wyroków komturskich sądów, a wreszcie nierzadkiej pychy ze strony administracji krzyżackiej, przejawiającej się także w niedopuszczaniu do współzarządzania Prusami.

Wszystko to doprowadziło do powołania 14 marca 1440 roku, w Kwidzyniu konfederacji szlachty i miast pruskich tzw. Związku Pruskiego. Niemal od razu na jego czoło wysunęli się rycerze i przedstawiciele miast Pomorza Gdańskiego oraz Powiśla.

Rzecz jasna Zakon, uważający się za władcę, nie mógł ze spokojem patrzeć na ewidentną zmianę układu politycznego w swoim państwie. Działania poddanych od początku uznał za nielegalne, a nawet niezgodne z prawem… kościelnym. Gdy wielkim mistrzem był Konrad von Erlichshausen (1441- 1449) owa kontrakcja była jeszcze dość łagodna, co może się wiązać z osobistymi kłopotami zdrowotnymi (udar mózgowy i padaczka). Nie dawał się wprawdzie, za wszelką cenę chcąc udowodnić społeczności Prus, że jest zdolny do rządzenia. Przesadził jesienią 1449 roku. Otóż, gdy wizytował zamki ziemi chełmińskiej, w Kowalewie dopadła go jakaś słabość, a mimo to uparł się, iż do Malborka pojedzie konno. W okolicach Sztumu stracił przytomność, po czym spadł z rumaka i parę dni później - 7 listopada 1449 roku zmarł. Nowym wielkim mistrzem obrano jego bratanka, niezwykle ambitnego, konserwatystę Ludwika von Erlichshausena. Szybko potwierdził zawarty w 13 artykułach polityczny testament swego poprzednika, którego najważniejszy punkt głosił, że zmusi stany pruskie do złożenia przysięgi wierności całemu Zakonowi. Zaczął od intrygi. Bez rozgłosu zaprosił do Prus legata papieskiego biskupa Silves Ludwika Pereza. Ten próbował groźbami kar kościelnych zmusić Związek Pruski do samorozwiązania. Wówczas Związek wsparty prawnie przez kanoników włocławskich i elokwencją jednego ze swych przywódców (co ciekawe jednocześnie doradcy wielkiego mistrza), rycerza okręgu ostródzkiego Jana Bażyńskiego przeprowadził błyskawiczną akcję propagandową, która misję portugalskiego biskupa nie tylko doprowadziła do klęski, lecz wręcz spowodowała, że został grzecznie wyproszony przez samych Krzyżaków. Jednak 5 grudnia 1453 roku, przed sądem cesarza Fryderyka III zapadł wyrok potępiający związek, nakazujący jego rozwiązanie.

 

A więc wojna

Niejako w odpowiedzi 4 lutego 1454 roku zebrała się Tajna Rada i przygotowała akt wypowiedzenia posłuszeństwa wielkiemu mistrzowi, który to dokument dostarczono do Malborka już dwa dni później. W połowie lutego pojawiło się w Krakowie poselstwo Związku Pruskiego pod przewodnictwem Jana Bażyńskiego. On właśnie uroczystymi słowy poprosił króla polskiego o przyłączenie ziemi pomorsko- chełmińskiej wraz z pozostałymi ziemiami pruskimi do Korony. Choć ta prośba- wbrew pozorom – nie wywołała specjalnego entuzjazmu na dworze Jagiellończyka (opór stawili między innymi kardynał Oleśnicki, oraz biskup włocławski Jan Gruszczyński – obawiający się rujnującego wpływu wojny na majątki kościelne), to jednak król był już zdecydowany na wykorzystanie niebywałej historycznej szansy.

W końcu stycznia 1454 roku permanentnie obradująca Tajna Rada uzgodniła koncepcję powstania. Postanowiono, że 6 lutego jednocześnie zostanie zaatakowana jak największa liczba zamków miejskich.

Rzeczywiście, tego dnia od rana w wielu miastach doszło do szturmów rycerzy, mieszczan i pospólstwa na krzyżackie twierdze.  Pierwszy padł potężny zamek w Toruniu, a potem, w ciągu kolejnych dni następne twierdze padały łupem rokoszan. Wprawdzie nie rozbierano ich jak to miało miejsce w Toruniu, to jednak załogi natychmiast wypędzano, a jako rządców osadzano ludzi Związku. Tydzień po wybuchu powstania większość, zwłaszcza dużych miast i twierdz była w rękach powstańców.

 

Złapał Tatar Tatarzyna…

Jednak nie wszędzie szło względnie gładko, czego przykładem może być Brodnica. Rycerstwo związkowe nie było tu tak liczne, a zaciekłość na Zakon dość letnia. Nadto czujny komtur Brodnicy Henryk von Rabenstein już na kilka tygodni przed wybuchem powstania dogadał się z włodarzem biskupa płockiego urzędującym na zameczku w Górznie, że otrzyma od niego pomoc w postaci oddziału zbrojnego. Zresztą, podczas swojego pobytu w Malborku chwalił się wielkiemu mistrzowi, że to włodarz biskupi jakoby sam miał zaproponować ową pomoc w postaci dwudziestokonnej grupy żołnierzy, na co Ludwik von Erlichshausen skrzywił się trochę i „przygadał mu”, iż powinien poprosić o... 200 żołnierzy.

Tak, czy inaczej von Rabenstein panował nad miastem. Gdy 8 lutego 1454 padał zamek toruński, komtur Brodnicy przywołał do swojej twierdzy (gdzie schroniła się też część wiernego Zakonowi okolicznego rycerstwa) rajców i przedstawicieli pospólstwa, po czym nakazał im złożyć przyrzeczenie wierności Zakonowi, a nadto wydusił z nich oświadczenie, że wypowiedzenie posłuszeństwa wielkiemu mistrzowi nastąpiło bez ich woli.

Chwila była paradoksalna, bo w czasie gdy wystraszeni rajcy składali rozmaite strzeliste akty posłuszeństwa, jednocześnie w mieście, wysłannicy Jakuba z Osieczka zbierali wśród mieszczan... podatek zalecony przez Związek Pruski.

Przez następne dwa dni panowała w Brodnicy pełna napięcia atmosfera. Podsycił ją paniczny wjazd niewielkich, pocztów komtura Golubia i wójta Kowalewa. Gdy rankiem 11 lutego gruchnęła wieść o zbliżaniu się oddziałów związkowych, najwidoczniej rajcy uznali, że przysięga złożona pod groźbą nie jest nic warta, bo natychmiast przyłączyli się do antykrzyżackich rozruchów. W efekcie siły zakonne wycofały się do zamku, gdzie zachowujący zimną krew komtur Henryk von Rabenstein próbował wprowadzić w życie wcześniej przygotowany plan działań obronno-zaczepnych.

Tymczasem do Brodnicy wpadły podniecone dotychczasowymi sukcesami związkowe oddziały pod wodzą Jakuba z Osieczka. Rebelianci widząc, że Krzyżacy schowali się za mury potężnego, niemożliwego do wzięcia „z marszu” zamku - obsadzili najważniejsze umocnienia samego miasta, zaś Jakub ogłosił, że z woli Związku Pruskiego sprawuje dowództwo nad miastem i jego majętnościami.

W twierdzy pozornie nic się nie działo, a to, co było widać z perspektywy miasta przyjmowano jako względnie normalną reakcję Krzyżaków: zaryglowana brama, podniesiony most, podwojone straże na murach.... Jak to w oblężeniu. Jakub postanowił, że ewentualny szturm rozpocznie dopiero następnego dnia z rana.

 

Akcja „komandosów”

Jednak komtur Henryk von Rabenstein dokładnie na to liczył. Pod osłoną nocy z 11 na 12 lutego wysłał silnie uzbrojoną, niewielką grupę najlepszych swoich knechtów, by opanowali tamę zamykającą dopływ wody z jeziora Niskie Brodno.

Knechci zajęli tamę bez żadnego wysiłku, ponieważ ... nikt jej nie bronił! Jakub przeoczył ten ważny punkt strategiczny, całą uwagę skupiając na bramach i wieżach Brodnicy. Nie niepokojeni przez nikogo, zadziwiająco szybko uporali się ze swoją terrorystyczną robotą, niszcząc urządzenia. Rozbili lód, a gdy tylko woda ruszyła, żywioł natychmiast przejął dzieło. W ciągu kilkudziesięciu minut skłębiona, rwąca woda ruszyła do skutych mrozem rowów miejskiej fosy, ze strony zachodniej skutecznie oddzielając miasto od zamku. Przez następne kilkadziesiąt minut wypełniła je całkowicie i poczęła wdzierać się do miasta, początkowo wywołując nawet umiarkowaną panikę wśród mieszczan, lecz przede wszystkim powodując konieczność odsunięcia wojsk związkowych od zamku.

Tymczasem chwilę po tym jak nad ranem goniec doniósł o zniszczeniu tamy von Rabenstein skrycie (być może wykorzystując również podziemne przejścia, o których legendy krążą do dziś), pod osłoną mroku wyprowadził z warowni kilka oddziałów, które wyrżnęły straże związkowe, po czym błyskawicznie opanowały podejścia do miasta.

Gdy wstało lutowe słońce, zdumieni strażnicy miejskich baszt dostrzegli na podjazdach ruchliwe oddziały krzyżackie, wyraźnie szykujące się do... szturmu.

Taki był właśnie plan komtura – wykorzystać zamieszanie i odbić Brodnicę. Doszło nawet do ataku na bramy, oraz kilku akcji zaczepnych w innych punktach, o czym potem komtur pisał do wielkiego mistrza, ale ostatecznie szybko wyszło na jaw, że do zdobycia miasta von Rabenstein miał jednak za mało wojska. Za to wystarczyło ich do dość skutecznej blokady Brodnicy.

Dopiero, gdy związkowcy dostali wsparcie nowych oddziałów, komtur widząc beznadziejność sytuacji zgodził się na negocjacje. Poddał zamek przed 27 lutego 1454 roku.

Piotr Grążawski

O tym jak komtur Rabenstein podtopił miasto komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się