:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Postaci, świńskim postępku rycerza Świnki - zdjęcie, fotografia
Gazeta CBR 07/07/2016 20:07

Kiedyś napisałem, że właściwie każda stara budowla Brodnicy ma swojego ducha. Miłośnicy lokalnych legend, „powiedań” i bajania wiedzą, że to szczera prawda – co jest do udowodnienia! Jednak niektóre budowle mają też autentycznie ciekawą historię początku, tak zupełnie na poważnie. Na przykład budynek starostwa powstał z przyczyny popełnionego świństwa, ba, mało – rozboju i kościelnej klątwy...

Na dziedzińcu malborskiego zamku stoi piękny, klasyczny pomnik kilku wielkich mistrzów krzyżackich, wśród których uwagę zwraca „apollińska” sylwetka Winricha von Kniprode. Szlachetne rysy brodatej twarzy i poza człowieka wpatrzonego gdzieś w nieokreśloną dal... Hmm... Niewątpliwie był pochłoniętym ideą wizjonerem, nieustraszonym, świetnym wodzem, twórcą potęgi Zakonu, którego osobiste zalety dość szybko zauważono. Jeszcze w 1338 roku występował jako komtur Gdańska, a już 6 lat później korporacja wyniosła go do godności wielkiego marszałka Zakonu Krzyżackiego. Czas był okropny, ponieważ z Litwy raz, za razem szły na młode państwo kolejne wyprawy, grożąc nie tylko zahamowaniem rozwoju, lecz nawet zniszczeniem całego tworu. W tym newralgicznym momencie na czele krzyżackiej armii pojawił się pochodzący z Nadrenii von Kniprode. Odważny, bezkompromisowy 2 lutego 1348 roku sprowokował Litwinów i ich sojuszników do wielkiej bitwy nad rzeką Strawą. Dysponując dużo mniej liczebną armią zadał im straszliwą klęskę, która zatrzymała Litwinów na wiele lat.

Już wtedy marszałek otaczał się ludźmi z rodzinnej Nadrenii, których my, pod nieco tylko zmienionymi imionami możemy spotkać w powieści Henryka Sienkiewicza „Krzyżacy”: Zygfryda von Dahnenfeld (u Sienkiewicza Danveld) , Rüdigera (Rothgerus) von Elner (u Sienkiewicza Rotger) i Gotfryda von Linden (u Sienkiewicza Gotfryd). Nawiasem pisząc - to pierwszy obiekt westchnień trochę gamoniowatego romantyka Fulko de Lorche, czyli Ulryka de Elner mogła być siostrą Rüdigera, a sam de Lorche też jest postacią historyczną, wymienioną w Kronice Wiganda z Marburga jako  Johannes de Lorche – wójt sambijski. Wszyscy trzej wymienieni na początku należeli do grona najbardziej zaufanych współpracowników marszałka, lecz był jeszcze ktoś inny, kogo on ściągnął do Prus dopiero wówczas, gdy 6 stycznia 1352 roku Kapituła Zakonu wybrała Winrycha von Kniprode na wielkiego mistrza, a mianowicie ksiądz Wikbold Dobildstein.

Wywodził się on z rodziny rycerskiej pozostającej w służbie książąt Limburgii i arcybiskupów Kolonii. Winrycha z Wikboldem musiała łączyć wcześniejsza żywa przyjaźń, ponieważ gdy tylko ksiądz postawił stopę na ziemi pruskiej natychmiast został podniesiony do godności kapelana i spowiednika wielkiego mistrza (mianowany „przy okazji” kierownikiem jego kancelarii), natomiast po 11 latach wiernej służby otrzymał prowizję papieską (24 marca 1363 roku) na prestiżowe biskupstwo chełmińskie! Trzeba tu podkreślić, iż był to pierwszy przypadek takiego awansu kapłana z bezpośredniego otoczenia wielkiego mistrza, co niewątpliwie świadczy o „znakomitych układach” dyplomatycznych jego samego.

Świnka na scenie

Tymczasem, aby sensownie związać akcję trzeba nam cofnąć się do roku 1311, gdy na sąsiednią Brodnicy ziemię dobrzyńską przybył Władysław Łokietek aby objąć opiekę nad synami swojego brata Siemowita. W jego świcie pojawił się rycerz Piotr ze znanego śląskiego rodu Świnków, prawdopodobnie krewny słynnego arcybiskupa gnieźnieńskiego Jakuba Świnki. Rycerzowi spodobało się ówczesne pogranicze i wkrótce (z protekcji Łokietka) otrzymał kilka nadań, w tym przywilej ponownej lokacji wsi Strzygi (te na kresach naszego powiatu). Wprawdzie we wrześniu 1323 roku poległ w obronie Dobrzynia przed Litwinami, jednak zostawił syna Adama (i jeszcze jednego nieznanego z imienia- zginął w mrokach historii), jak się później okazało właściwego protoplastę dobrzyńskiej linii Świnków. Ten z kolei miał syna Piotra, który uzyskał od króla Kazimierza Wielkiego pozwolenie na dziedziczenie dóbr strzyskich dla swoich synów: Jakusza i Piotra (Pietrasza). Gdy Piotr (junior) dorósł, szybko okazał się sprawnym lawirantem i błyskawicznie doszedł do stanowisk, a także majątku. Wszystko wskazuje na to, że to on zaczął budowę kościoła w Strzygach i budowę zamku w Sadłowie (dziś tam już nie ma nawet ruin). Od faktycznego władcy ziemi dobrzyńskiej księcia Kazimierza Słupskiego dostał awans na kasztelana rypińskiego (około 1371 roku) i korzystając z poparcia swojego protektora prowadził iście awanturniczą politykę (czyli pasował do swojego pryncypała jak ulał).

 

Nie do końca jasna awantura

Mniej więcej w tym samym czasie papież Grzegorz XI zniecierpliwiony tym, że diecezja chełmińska przestała płacić świętopietrze (opłatę wnoszoną na rzecz papiestwa z racji jego zwierzchnictwa nad danymi ziemiami) nałożył na nią karę finansową i mocno pogroził biskupowi Dobildsteinowi. Władze Zakonu w ogóle nie zajęły oficjalnego stanowiska w tej sprawie, a nieoficjalnie wielki mistrz Winrych von Kniprode dawał do zrozumienia, że „ma to gdzieś”, a stan, gdy papież nie dostaje z diecezji chełmińskiej ani grosza uważa za bardzo odpowiedni. Wobec tego sam Dobildstein postanowił działać jako kolektor tego podatku, czym oczywiście bardzo zdenerwował właścicieli rozmaitych dóbr, przedtem tradycyjnie podlegających temu obciążeniu. Wśród największych krzykałów znalazł się też Jan z Kruszyna i znany nam już Piotr Świnka (posiadał na terenie diecezji jakieś nieruchomości). Dobrali sobie jeszcze kilku rycerzy-obwiesiów, po czym postanowili ostudzić gorliwość biskupa.

W kwietniu 1375 roku zaczaili się pod katedrą w Chełmży, a gdy kapłan wychodził z niej po odprawionej wieczornej mszy, na oczach innych kapłanów, wiernych, oraz sług świątyni – porwali go, wrzucili do kolasy i uprowadzili do majątku Słoszewy pod Brodnicą. Kilkanaście dni później sponiewieranego duchownego skrycie przewieźli do Dobrzynia nad Wisłą, zaś tam zamknęli pod strażą, w dość przyzwoitej izbie.

Rzecz jasna fakt porwania biskupa chełmińskiego został natychmiast nagłośniony, jednocześnie z nazwiskami sprawców. Lecz tu stała się rzecz dziwna, bo władze Zakonu nabrały wody w usta, choć przecież jedno kiwnięcie palcem wielkiego mistrza Winrycha von Kniprode w obronie osobistego spowiednika i przyjaciela mogło sprawę załatwić. Jednak takiego „kiwnięcia” nie było. Wielki mistrz, który - oględnie rzecz ujmując - nie należał do katolickich ortodoksów był najwyraźniej zadowolony z takiego obrotu sprawy!

Jednak podobnej postawy nie należało się spodziewać po papieżu Grzegorzu XI, tym bardziej, że i bez tego miał dość kłopotów; no choćby z buntującymi się przeciwko jego legatom miastami włoskimi, wygasającą epidemią cholery, czy nawet natrętną mistyczką Katarzyną ze Sieny bezustannie namawiającą go do przeniesienia (raczej powrotu) siedziby papieża z Avinionu do Rzymu. Gdy tylko dotarła do niego wiadomość o porwaniu biskupa chełmińskiego Wikbolda Dobildsteina natychmiast nałożył na porywaczy ekskomunikę, grożąc też klątwą i całą gamą kar kościelnych. Jednocześnie biskup pomezański Mikołaj I dostał nakaz wytoczenia procesu przeciwko sprawcom uprowadzenia.

No, to tyle co do oficjalnej „wymiany ognia”, bo teraz do głosu doszła dyplomacja, niestety nie pozostawiając po sobie żadnych istotnych udokumentowanych szczegółów. W każdym razie pełnomocnicy porywaczy i papieża już po 44 dniach doprowadzili do uwolnienia biskupa, a on sam osobiście(!) zabiegał u Grzegorza XI o cofnięcie kar dla Piotra Świnki i Jana z Kruszyna, czyli prowodyrów zajścia. Papież przystał na to, ale nakazał (możliwe, że za podpowiedzią Dobildsteina) obydwu gagatkom ufundowanie wikarii przy szpitalu zakonnym w Brodnicy (10 grzywien srebra rocznie), a dodatkowo sfinansowanie budowy ołtarza w kaplicy szpitalnej. Taki był początek kościoła św. Ducha w Brodnicy, który stał tam , gdzie dziś budynek starostwa powiatowego. Ksiądz Jakub Frankidejski, w swym dziele „Utracone kościoły i kaplice w dzisiejszej dyecezyji chełmińskiej” tak go opisał: „Był cały w cegłę murowany, kryty dachówką, tylko dzwonnica była z drzewa, wysoka jak kościół; w niej wisiały dwa dzwony; cmentarz nie był oparkaniony. Wewnątrz kościoła stały ołtarze dwa: wielki dość piękny złocony na tle czarnym; w nim obraz wcale artystycznie wykonany wyrażał zstąpienie Ducha św. Na Apostołów. Mały ołtarz z tłem białym stał po stronie ewangelii, obraz miał Wniebow. P. Marii. Wytworną robotą odznaczała się ambona cała złocona z różnymi figurami świętych. Niemniej i chór muzyczny był okazały. Zakrystia mieściła się za wielkim ołtarzem, murowana i nieco wilgotna. Posadzka po kościele cegłą wyłożona; ławek gustownej roboty dwoma rzędami ustawionych było czternaście. Dwie ławki, czyli stale, również gustownie wyrabiane, stały po stronach prezbiterium”.

Biskup Dobildstein odzyskał wolność, lecz miał dość Prus. Kilka miesięcy później wyjechał do Niemiec, do opactwa cystersów w Altenburgu. Na początku 1385 roku ostatecznie zrezygnował z biskupstwa, ale… za roczna pensję 500 florenów. Zanim zmarł poczynił liczne zapisy, w tym np. 300 grzywien srebra na potrzeby budowlane katedry w Chełmży, 200 grzywien dla opactwa w Pelplinie. Po śmierci w dniu 21 lipca 1400 roku pochowano go w chórze kościoła w Altenburgu.

Niedawno, podczas prac nad katalogiem rękopisów średniowiecznych Biblioteki Uniwersyteckiej w Toruniu zupełnie niespodziewanie znaleziono modlitewnik biskupa Dobildsteina. Poprzednio nikt się nim nie interesował ponieważ na karcie inwentarzowej miał jedynie łaciński napis „Modlitewnik biskupa chełmińskiego”… Tak to ze skarbami bywa.

Piotr Grążawski

 

Reklama

O świńskim postępku rycerza Świnki komentarze opinie

Dodajesz jako: |


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez brodnica-cbr.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

WPR sp. z o. o. z siedzibą w Golub-Dobrzyń 87-400, Rynek 20

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"