15°C lekki deszcz

Hrabia Mielżyński – obrońca Brodnicy (część trzecia)

Postaci, Hrabia Mielżyński obrońca Brodnicy (część trzecia) - zdjęcie, fotografia

W poprzednim odcinku rozstaliśmy się z hrabią i sformowanym przez niego 1 Ochotniczym Pułkiem Jazdy Wielkopolskiej Nr 215 w momencie, gdy rankiem 14 sierpnia 1920 roku dojechał wojskowym pociągiem do zagrożonego przez podjazdy Bolszewickie Golubia

(Część pierwszą przeczytacie tutaj, natomiast część drugą - tutaj)

 

Golubski dworzec kolejowy był zawalony uchodźcami, zaś ci, którzy właśnie docierali do niego roznosili iście hiobowe wieści o zbliżających się bolszewickich zagonach. Hrabia natychmiast wysłał konne patrole na przedmieścia aby ustaliły stan faktyczny, a gdy te przyniosły meldunki, że wprawdzie nieprzyjacielskie szpice podchodzą na odległość około 5 kilometrów, lecz nie stanowią na razie większej siły, nakazał rozładunek transportu. Uczyniono to w ciągu trzech godzin, po czym całe zgrupowanie ruszyło w kierunku wsi Owieczkowo (kilka kilometrów w stronę Wąbrzeźna). Tam, a więc w pewnej odległości od bezpośredniego zagrożenia, co zapewniało spokój organizacyjny Mielżyński zarządził postój i 1 szwadron dostał rozkaz rozpoznania sytuacji na drogach do Rypina, zaś 2 szwadron miał spenetrować podejścia do Brodnicy. Wydzielił też silne patrole na linię Drwęcy (od Golubia, do Pustej Dąbrówki), natomiast pozostałym zarządził ćwiczenia.   

Już wczesnym wieczorem przyszły pierwsze potwierdzenia pogarszającej się sytuacji. Oto od południa (Lipna), drogą przez Klonowo wdzierały się silne oddziały rosyjskiej piechoty, szacowane na co najmniej 1500 żołnierzy. Od wschodu, między Brodnicę, a Lidzbark także wbiło się bolszewickie zgrupowanie, o liczebności co najmniej brygady (3–6 tys ludzi). Jedyne co hamowało ich marsz, to była dość słaba orientacja w terenie i nieliczne, byle jak uzbrojone oddziały polskiego pospolitego ruszenia, które zazwyczaj po pierwszej wymianie ognia szły w rozsypkę. W tej części Pomorza nie było żadnych regularnych wojsk polskich! 

Jeszcze tego samego dnia rotmistrz Mielżyński został wezwany na odprawę dowódców do Grudziądza. Tam dostał rozkaz sformowania i dowodzenia „grupą operacyjną” w skład której miał wejść 215 Ochotniczy Pułk Jazdy Wielkopolskiej, resztki wykrwawionych na froncie plutonów generała Roji i pułkownika Habicha, oddział wydzielony z 5 Pułku Strzelców Konnych, część Pułku Artylerii Polowej. Wsparcia miał udzielić pociąg pancerny „Wilk” oraz naprędce zorganizowane plutony zaplecza technicznego. Całość tych sił pod zwierzchnością hrabiego (dowódcą pułku na ten czas mianowano porucznika Ciążyńskiego) miała jak najszybciej dotrzeć do Brodnicy, z zadaniem obrony miasta. 

Zagrożone miasto

15 sierpnia, rano Mielżyński wrócił pociągiem z Grudziądza, jednocześnie wróciły podjazdy spod Rypina, przywożąc zresztą alarmującą wiadomość o buszujących po tym mieście kozackich patrolach. Rotmistrz zebrał dowódców i kierując się wytycznymi sztabu, oraz aktualnym położeniem frontu przedstawił plan działań. Chciał aby 1 szwadron, a także część 2 i 4 szwadronu szybkim rajdem konnicy przecisnęła się koło Rypina drogą na Wąpielsk– Osiek– Jastrzębie i w połączeniu od Michałowa niespodziewanie zaatakowała posuwających się Rosjan, umożliwiając tym samym wejście do ewidentnie okrążanego miasta idącej najkrótsza drogą piechocie dowodzonej przez porucznika Wolniewicza (tworzyły ją spieszony
3 szwadron, cześć 2 i 4 szwadronu oraz pluton ckm).

Dynamika wydarzeń przekroczyła jednak wszystkie możliwe wyobrażenia, bo źle uzbrojone pospolite ruszenie (Straż Obywatelska) i częściowo zdemoralizowane, źle dowodzone plutony wojska nie wytrzymały pierwszej konfrontacji z bolszewikami i w momencie kiedy piechota 215 Ochotniczego Pułku Jazdy Wielkopolskiej dochodziła już do wsi Wrocki, a było to około godz. 18 zwiadowcy przynieśli wieść o tym, że Brodnica padła, a rozbite oddziały uciekają w kierunku Jabłonowa. Wprawdzie akurat wówczas wiadomość wyprzedziła nieco fakty, jednak, kilkadziesiąt minut później, na grupę Mielżyńskiego wpadły bezładne, ogarnięte paniką oddziały nieudolnych obrońców miasta. Rotmistrz Mielżyński natychmiast zrozumiał grozę sytuacji i olbrzymie zagrożenie dla bardzo ważnego węzła kolejowego w Jabłonowie Pomorskim. Rozkazał nawet przemocą zebrać zdemoralizowanych uciekinierów spod Brodnicy, którzy rozpierzchli się po polach i wioskach, wziąć ich w ostre ryzy dyscypliny wojskowej, a następnie pomaszerował na jabłonowski zamek. 

W Jabłonowie i dalej…

W mieście ewidentnie widać było objawy paniki, nawet karygodnego rozprężenia i dlatego wejście karnych, regularnych oddziałów wielkopolskich podziałało zbawiennie na sytuację. Mielżyński natychmiast przywrócił porządek, tym bardziej, że wieczorem nadjechały wojskowym eszelonem posiłki z dzielnym pułkownikiem Aleksandrowiczem na czele mającym w ręku nowe rozkazy i pełnomocnictwa. Wyznaczono go na dowódcę zgrupowania, natomiast rotmistrza Mielżyńskiego na szefa sztabu. Obaj momentalnie wprowadzili bezwzględną dyscyplinę, lecz bolszewicy dochodzili już do Czekanowa. Aleksandrowicz, w porozumieniu z rotmistrzem uznał, iż nadszedł moment do kontrataku. 17 sierpnia rozpoczęto przegrupowanie wojsk. Dalej nastąpiły wypadki dość powszechnie znane, choć jedynie w ogólnych zarysach, bo szczegóły obfitują w mnóstwo ciekawych, wręcz ekscytujących wątków jak chociażby brawurowa szarża 2 szwadronu, w trakcie której wpadły w ręce ułanów aż 3 sowieckie sztandary pułkowe, czy akcja w stylu komandosów starszego ułana Konwińskiego i wachm. Janikowskiego, którzy dopadli dwa nieprzyjacielskie karabiny maszynowe i po wybiciu ich obsług, skierowali ogień na zbliżające się przeciwnatarcie wroga… Przyjdzie czas i na te wspomnienia, w każdym razie pułk wojował jeszcze długo i doszedł do najdalszych wschodnich rubieży Rzeczpospolitej. Wrócił w glorii i chwale. Za zasługi bojowe i żołnierską postawę na rozkaz Naczelnego Wodza pułk przemianowano z pułku ochotniczego na 26 Pułk Ułanów Wielkopolskich, a odchodzący do rezerwy (lato 1921) dowódca mjr Mielżyński otrzymał od dowódcy Okręgu Korpusu Poznań podziękowanie w rozkazie nr 62/21

Przyjaciel miasta

Hrabia Ignacy Mielżyński do końca życia pozostał wielkim przyjacielem Brodnicy. Gdy tylko mógł przyjeżdżał na obchody kolejnych rocznic bitwy, a był także 18 sierpnia 1927 roku, gdy uroczyście odsłonięto kaplicę na cmentarzu wojskowym w Miejskim Lesie. Według wspomnień pod koniec uroczystości składania wieńców umilkły werble, zaś orkiestra garnizonu brodnickiego zagrała marsz żałobny Chopina. Wówczas wyszli kombatanci prowadzeni przez pułkownika Aleksandrowicza, podpułkownika Mielżyńskiego i majora Lutomskiego. Wiarusy nieśli jeden potężny wieniec. Przy samym pomniku uklękli na kolana, pochylili głowy i dłuższy czas, w absolutnej ciszy tak trwali, a nikt z otoczenia nie śmiał ze wzruszenia nawet głębiej westchnąć.  Za każdym pobytem darowywał miastu jakieś gustowne drobiazgi, łącznie ze swoim artystycznie wykonanym portretem (na koniu, jako dowodzącego kawalerią – w 1939 roku Niemcy znieśli go do piwnic Urzędu Miejskiego, gdzie spłonął w czasie pożaru wywołanego przez „wyzwolicieli” 1945). W mieście bardzo lubiano tego wytwornego oryginała, a mieszczanie nierzadko przepychali się aby zobaczyć „pana hrabiego z długą, siwą brodą”. Na pięknie wykonanym sztandarze pułku, ufundowanym przez rotmistrza Mielżyńskiego, w rogach płata widnieją herb Poznania i orzeł zygmuntowski, jako symbol pochodzenia pułku, oraz herb miasta Brodnica, pod którą pułk otrzymał swój chrzest bojowy (ciekawe, że dłoń jest na niebieskim tle).

W Kodeksie Honorowym pułku, w pkt.5 zapisano: „– Święto Pułkowe jest obchodzone corocznie 18 sierpnia na pamiątkę zwycięskiej bitwy pod Brodnicą, ściśle w ramach pułku. Natomiast, co piąty rok obchodzi się uroczyście według każdorazowo ustalonego programu.
Każdy oficer posiadający odznakę pułkową, a przebywający poza pułkiem obowiązany jest przybyć na święto pułkowe osobiście.” W punkcie 8 zapisano: „Miastu Brodnicy, w obronie, którego w 1920 r. młody podówczas pułk okrył się nieśmiertelną sławą, została w roku 1931 nadana odznaka pułkowa w dowód ścisłej łączności i na pamiątkę początku bojowej historii pułku. Obowiązkiem każdego oficera, przebywającego w m. Brodnicy jest złożyć wizytę Prezydentowi Miasta.” Kodeks Honorowy kończył się następującym zdaniem: „Dla uczczenia pamięci poległych pułku z czasu wojny 1920 roku spoczywających na cmentarzu w Brodnicy, każdego roku w dniu 1.XI delegacja pułku składa wieniec w Kaplicy poległych. Brodnica występowała też w pułkowych żurawiejkach, czyli śmiesznych piosenkach ułańskich: „

Gdy w samo południe

11 stycznia 1938 roku, rotmistrz otoczony rodziną, znajomymi, dawnymi podkomendnymi rozstawał się z tym światem, gasnącym głosem rozkazał otworzyć wszystkie drzwi. Przyniesiono mu jego wyszczerbioną bojową szablę, a zarządca stajni wprowadził do komnaty jego już bardzo starego rumaka Cytrusa. Hrabia raz jeszcze zanurzył dłoń w grzywie swojego towarzysza tylu bitew, po czym skonał.  Trzy dni potem biskup Karol Radoński poprowadził orszak żałobny z pałacu do kościoła. Na trumnie spoczywała ułańska rogatywka 26 Pułku Ułanów, a obok niej kawaleryjska szabla. Za trumną swego pana szedł jego koń bojowy, osiodłany kulbaką. Za rodziną, z olbrzymim wieńcem kroczył burmistrz Brodnicy, radni i najświetniejsi obywatele naszego miasta. Tak pożegnano ostatniego rycerza, który walczył o nasze miasto.
 

Piotr Grążawski

Hrabia Mielżyński – obrońca Brodnicy (część trzecia) komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Postaci, Miasto Brodnica - więcej informacji