13°C lekki deszcz

Hrabia Mielżyński – obrońca Brodnicy

Postaci, Hrabia Mielżyński obrońca Brodnicy - zdjęcie, fotografia

Był fascynującą, pełną barw postacią. Porywały go różne sprawy, czasem szalone i kilka razy omal niedoprowadzające do osobistej zguby, ale po krótkim okresie lat „durnych i chmurnych” co najmniej w jednym miał niewzruszoną stałość – był polskim patriotą, dla obrony ojczyzny poświęcającym osobisty majątek, a nawet ryzykujący życie – hrabia Ignacy Mielżyński herbu Nowina.

Dawno, dawno temu, prawdopodobnie około 1365 roku rycerzowi Janowi znudziło się mieszkanie na rodowych włościach w Mielżynie (dziś powiat gnieźnieński, a więc wielkopolska) i zakupił majątek w Brudzewie (dziś powiat słupecki, także wielkopolska). Tu, w nowym gnieździe na świat przychodziły na świat kolejne pokolenia podtrzymujące ród Mielżyńskich, już wówczas pieczętujących się herbem; w polu błękitnym podkowa srebrna barkiem na dół, w niej miecz srebrny o złotej rękojeści. Od XVIII wieku wizerunek uzupełniał hełm, na nim korona hrabiowska, nad nią noga w zbroi zgięta w kolanie i labry czerwone podbite błękitno. 

Stara legenda herbowa opowiada iż protoplasta rodu, jako rotmistrz wojsk polskich -został pojmany w Czechach wraz ze swym hetmanem i skuty z nim za nogę jednym łańcuchem. Dzielny rycerz uciął sobie nogę do kolana i umożliwił w ten sposób ucieczkę dowódcy – zresztą ze swoją nogą – przecież przykutą do hetmana łańcuchem. Dopiero po trzech dniach, gdy hetman był już daleko rotmistrz wezwał straże. Czesi docenili jego męstwo i po opatrzeniu rany odesłano bohatera do Polski, gdzie w nagrodę król mu dodał do herbu klejnot z nogą zakutą w zbroję złotą. Od klejnotu herb ten zwany jest też Złotogoleńczyk. Kto by pomyślał, że ta urocza, choć przecież niezupełnie szczęśliwa legenda, w jakimś stopniu oddaje koleje losu ostatnich z rodu Mielżyńskich. 

Lecz zanim do tego dojdziemy prześliźnijmy się nad wiekami, by zobaczyć, że na przełomie XVII i XVIII wieku jednolity do tej pory ród rozgałęzia się pomiędzy Franciszka kasztelana szremskiego i Krzysztofa kasztelana przemętskiego. Nas interesuje linia Franciszka, zwana też od gniazda rodu „chobieniecką”. Jej założyciel Franciszek miał dwóch synów: Józefa i Macieja, później komandora maltańskiego, starostę wałeckiego, podkomorzego wschowskiego, ożenionego z Seweryną Lipską, z którą miał trzech synów, w tym Józefa. Ten został starostą klonowskim. W 1818 udostojniony pruskim tytułem hrabiowskim ożenił się z Franciszką Niemojewską – uwagą krewną Józefa Niemojewskiego herbu Rola, spoczywającego w grobie przy kościele w naszej Świedziebni!

Z tego małżeństwa narodził się Maciej, który wziął za żonę swoją... kuzynkę Konstancję Mielżyńską. Z nią miał syna Karola Ignacego ożenionego z hrabiną Emilią Bnińską herbu Łodzia... Ha, no i to na razie tyle, bo 19 lutego 1871 roku na świat przyszedł ten, który nas szczególnie interesuje – Ignacy.

Młode lata 

Pierwsze nauki Ignacy pobierał w domu, od guwernerów, lecz gdy tylko osiągnął stosowny wiek, wysłano go do elitarnego gimnazjum francuskiego w Berlinie, zaś po dwuletniej nauce, za namową ojca, w 1884 roku wstąpił do Szkoły Kadetów w Dreźnie. Po prawie sześciu latach nauki odbył roczny staż w 1 Pułku Królewskich Huzarów Saskich w Grossenheim, a 24 sierpnia 1891 roku mianowano go podporucznikiem. Tam też zauważono jego wprost niezwykłe zdolności i predyspozycje jeździeckie, polegające nie tyle na wytrenowaniu, co wynikające z umiejętności nawiązywania wprost zadziwiającego instynktownego kontaktu ze zwierzęciem. Aby to jeszcze utrwalić, armia wysłała młodego oficera do kolejnych szkół jeździeckich w Nysie, Dreźnie i Wiedniu, zaś Ignacy z widocznym zapałem podchwycił ten kierunek i wkrótce stał się jednym z najbardziej znanych... dżokejów na najlepszych niemieckich torach wyścigowych. Osiągnął status towarzyski, który śmiało można przyrównać do tego jaki mają dzisiejsi najlepsi kierowcy wyścigów formuły 1 –stał się celebrytą. Był młodym, bogatym przebojowym mężczyzną i jak to często bywa, bez większych refleksji dał się wciągnąć w „wesołe życie”, choć jego ojciec niezachwianie widział w nim sukcesora potężnej hrabiowskiej fortuny. Nawet powierzył mu opiekę nad częścią finansów, mających w przyszłości stanowić wiano córki - siostry porucznika. Nadzieje rodziny wspierał fakt, iż Ignacy zapisał się na studia rolnicze Uniwersytetu Halle.

Mimo to najwyraźniej nie specjalnie przejmował się kalkulacjami rodzica, dalej prowadząc „wesołe życie”. Do momentu. 
Otóż któregoś wieczoru, w poznańskim „Bazarze” przysiadł do grona karciarzy, po czym przez kilka następnych dni przegrał – jak na tamte czasy – górę pieniędzy, bo ponad 250 tysięcy marek! To miał być posag siostry...

Wybuchła nieprawdopodobna afera. Hrabia Karol Mielżyński wściekł się nie na żarty i po kosmicznej awanturze wyrzucił syna z domu tak, jak stał. 
Na szczęście wiary w niego nie stracił wuj Józef Mielżyński z Iwna. Nie tylko przygarnął do siebie młodego utracjusza, a jeszcze oddał mu w zarząd swój majątek! To był dobry ruch, ponieważ Ignacy najwyraźniej właśnie doszedł do wniosku, że czas wydorośleć. Dobra powierzone przez wuja nie tylko utrzymał w wyśmienitej kondycji, lecz znacznie je pomnożył. Niejako na przypieczętowanie wyboru nowej drogi życiowej postanowił ożenić się. Oryginalność tego postępku polegała na tym, że wybranką była ... kuzynka – Seweryna Mielżyńska (zważmy, iż w krótkiej historii był to drugi przypadek małżeństwa między bliskimi krewnymi, ponieważ dziadek Maciek też ożenił się z kuzynką). Wraz z nią wziął też majątek Iwno, a już osiem lat później kupił od brata Macieja Chobienice. 

Polski magnat 

Odpowiedzialność za majątek i rodzinę wzięła górę w rogatej naturze Ignacego, a nadto do głosu doszło jego poczucie przynależności do narodu polskiego, choć od czasu do czasu konsternował rodaków swoim zachowaniem. Władając olbrzymim majątkiem skupował głównie niemieckie gospodarstwa, wspierał polskie organizacje, ale równocześnie gdy do Poznania przybył „z gospodarską wizytą” sam cesarz Wilhelm II – Mielżyński stanął w szeregach.... komitetu powitalnego, jako oficjalny przedstawiciel „Bazaru” (był członkiem rady nadzorczej tej polskiej spółki handlowej, która oddała nieocenione usługi w umacnianiu narodowego ducha Wielkopolski i Pomorza.) Tłumaczył potem, że cesarz jest przecież legalnym władcą, zaś jego lekceważenie nic nie daje poza inspirowaniem wzajemnej niechęci i wrogości… To było dość szczere wyznanie, ponieważ niemal wszyscy ówcześni członkowie wielkopolskiej, czy pomorskiej elity byli w jakimś stopniu legalistami. Takie regiony… 
Prawdziwą pasją magnata była hodowla koni krwi angielskiej, wielkie polowania oraz ... podobno uwodzenie wiejskich dziewczyn. Zapuścił brodę i nosił oryginalne stroje o „monumentalnym fasonie”, czyli długie, szerokie płaszcze podbijane drogim futrem, przywodzące na myśl te z portretów władców. Zresztą wspomnienia, ludzi którzy się z nim zetknęli podkreślają ową szczególność, zaznaczając jednocześnie, iż nie wiązała się ona z jakąś formą wywyższania się. Po prostu – hrabia Mielżyński był oryginałem.

Wojenne przypadki

Tymczasem wybuchła wielka wojna. Mielżyńskiego, jako pruskiego oficera powołano do armii już 2 sierpnia 1914 roku, z zadaniem dowodzenia oddziałem kawalerii w Pułku Dragonów im. von Armina (stacjonował w Gnieźnie). Następnie służył kolejno w baonie zapasowym w Poznaniu, w 50 Dywizji Piechoty, Pułku Królewskich Strzelców Konnych w Poznaniu, w 63 Pułku Artylerii Lekkiej, 15 Pułku Artylerii Konnej. 

12 października 1917 roku hrabiego awansowano o jeden stopień oficerski (na porucznika) po czym przeniesiono ... do rezerwy. Było to dość dziwne posunięcie, bo pomimo rozmaitych funkcji Mielżyński nie powąchał zbyt dużo prochu, zaś armia wchodziła w samo apogeum wysiłku wojennego. Niektórzy spekulują, iż mógł być to objaw braku zaufania do jawnie deklarującego swoją narodową postawę żołnierza. Kolejne, bliskie wydarzenia zdają się potwierdzać te podejrzenia, bo to co zaszło w kolejnych czterech latach na zawsze wykreowało wizerunek Mielżyńskiego jako obrońcy sprawy polskiej, a Brodnicy przydało szczerego przyjaciela.
 

Dokończenie nastąpi.
Piotr Grążawski

Hrabia Mielżyński – obrońca Brodnicy komentarze opinie

  • Marek - niezalogowany 2017-04-15 20:28:49

    Panie Grążawski co pan zrobił jako radny aby rotmistrz Mielżyński czy płk. Witold Aleksandrowicz mieli chociaż swoje ulice w Brodnicy? NIESTETY NIC OD LAT !

Dodajesz jako: Zaloguj się

Postaci, Gmina Brodnica - więcej informacji