:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Wydarzenia, Chwała brodnickiego sztandaru! - zdjęcie, fotografia
Gazeta CBR 26/04/2018 09:55

Na pięć dni przed oficjalnym końcem wojny cała ówczesna Polska usłyszała o Brodnicy, a na drugi dzień nazwa naszego miasta była odmieniana przez przypadki we wszystkich głównych gazetach wstającego z ruin kraju.

Wieczorem 23 stycznia 1945 roku Armia Czerwona zdołała już opanować najbliższe okolice Brodnicy i jej czołówki toczyły zacięte walki na przedpolu Jabłonowa Pomorskiego. W tym samym czasie patrole Rosjan dotarły do przedmieść Malborka, gdzie pułkownik Karl Brassert, dowódca obrony miasta i zamku lustrował dopiero co przybyłe dwie kompanie Szkoły Podoficerów Piechoty Nr 5 z Gniewu („Heeresunteroffizierschule 5 Me-we”). W sumie do dyspozycji miał dwa tysiące żołnierzy Grupy Bojowej „Mariemnburg” składającej się z przedstawicieli rozmaitych formacji, łącznie z kompaniami rekonwalescentów, lecz ich przemieszczanie mocno utrudniali uciekinierzy z południowych części Prus Wschodnich, którzy przez mosty na Nogacie próbowali przedostać się w stronę wybrzeża Bałtyku. Normalnie Malbork liczył wtedy 30 tysięcy mieszkańców, ale w tamte styczniowe dni pewnie nikt by się nie podjął nawet szacunkowego określenia ilości ludzi przewalających się w panice przez ulice wciąż jeszcze pięknego, o wręcz „bombonierkowej urodzie” miasta.

Następnego dnia, około godziny 16.00 na Malbork spadła pierwsza salwa z rosyjskich armat, rozpoczynając tym samym krwawy bezpardonowy bój o miejscowość i zamek. Czerwonoarmiści nie zważając na straty wdzierali się do śródmieścia, zamek na razie zostawiając na uboczu głównego natarcia. Jeszcze rankiem zdołał odjechać z Kałdowa (przedmieścia na lewym, zachodnim brzegu Nogatu) ostatni pociąg z ludnością cywilną, a potem pociski armatnie rozbiły dworzec.

Późnym popołudniem, w piątek 26 stycznia, bolszewicy mieli już właściwie miasto w swoich rękach (oprócz południowej strony), niemal od razu przystępując do rabunków, gwałtów, podpaleń, ohydnych morderstw ludności cywilnej, ograniczając dalszy atak do okładania samego zamku ogniem armatnim.

Dopiero około godziny 18.00 przypuścili pierwszy szturm, do którego zaangażowali swoich czołgistów w sześciu maszynach produkcji amerykańskiej typu Sherman. Ruszyli na bramę Zamku Średniego bez osłony piechoty i natychmiast zostali dosłownie rozstrzelani „Pancerfaustami”. Od tej pory kolejne ataki były już przygotowywane dużo staranniej, a przez całe dni w zabytkowe mury waliły armaty dużego kalibru (zadymka śnieżna utrudniała działanie lotnictwa), obracając w niwecz średniowieczne dziedzictwo.

W sobotę 27 stycznia całe miasto było już opanowane, lecz obrońcy zamku stawiali twardy opór, a ich silne morale osobiście podbudowywał dowódca obrony zamku generał Friedrich Georg von Rappard, obsługując na pierwszej linii karabin maszynowy, snajperkę, bądź  „Pancerfausty” – zależnie od sytuacji. Rosjanie atakowali bez taktycznej finezji, tracąc żołnierzy oraz kolejne czołgi, ale mieli olbrzymią przewagę. Ich artyleria metodycznie „mieliła na drobno” zachwycający, średniowieczny kompleks - pełen nagromadzonych skarbów przeszłości. Zamek płonął, waliły się ściany, zapadały stropy; kłębowisko cegieł grzebało pod sobą eksponaty – szalała istna apokaliptyczna katastrofa.

Jeszcze w drugiej połowie lutego mosty na Nogacie oglądał i wizytował obrońców jeden z największych bandziorów faszystowskich – sam Gauleiter Forster ze sztabem, jednak ogólna sytuacja na froncie była tak zła, że należało jak najszybciej zamek opuścić, aby nie wpaść w ręce Rosjan. Wieczorem, 9 marca, w czasie potężnej zadymki rozpoczęto manewr wycofywania się z zamku przez trzy mosty na Nogacie. Zrobiono to tak sprytnie, że zanim bolszewicy cokolwiek spostrzegli, to wszyscy obrońcy zamek opuścili, a saperzy wysadzili mosty. Tak, czy inaczej – gruzowisko wpadło w ręce zwycięzców.

 

„Wykopki Trofiejnoj Kamandy”

Rosjanie natychmiast przystąpili do rabunkowych wykopalisk. Pod gruzami leżało mnóstwo rozmaitych skarbów sztuki, zabytkowych przedmiotów (nieraz wielkiej wartości), których Niemcy nie zdążyli ewakuować, a które jako eksponaty zdobiły sale zamkowe. To miało teraz paść łupem zwycięzców. Na propagandowym filmie „W mateczniku zwierza”, będącym w istocie kroniką zdobywania Prus widać jak znoszą na wyznaczone miejsce pęki dywanów, obrazy, meble…. Zaczęły się długie dni szału rabowania co się da, a absolutną władzę objął komendant Denisow.

 

Na ratunek skarbom

Tymczasem przedstawiciele „ludowej władzy” Polski bombardowani alarmistycznymi apelami naszych historyków sztuki postanowili wysłać do Malborka specjalną grupę operacyjną. Pojawiła się ona w Malborku już 25 marca. Na czele sześcioosobowej grupy operacyjnej stał mjr. Józef Wiernicki, którego zadaniem było zewidencjonowanie i zabezpieczenie ocalałego mienia przemysłowego, uratowanie przed grabieżą zabytków, oraz zorganizowanie polskiej administracji. Tyle, że gdy tylko pojawili się na miejscu, Rosjanie natychmiast ich zamknęli w odosobnieniu, po czym dalej buszowali po Malborku, rabując wszystko, co tylko miało jakąś wartość. Polaków wypuścili dopiero po dwóch tygodniach, ostrzegając, iż mogą sobie jedynie trochę „pochodzić” po ruinach.

Jednak major Wiernicki miał szczęście, bo już drugiego dnia „spacerów” wśród gruzów dostrzegł porzuconą przez Rosjan chorągiew. Była z jasno-żółtego jedwabiu o wymiarach płata 130x149 centymetrów, na którym widniał malowany, wzbijający się w prawo czarny orzeł w koronie, trzymający w szponach wstążkę z tarczą, a na niej herb… Brodnicy. Pod tarczą data 1745. Nad orłem, na niebieskiej wstędze łaciński napis „VIVAT REX POLONIAE” (Niech żyje król Polski). Przy niej była też karta z niemieckim napisem „Przekazał Magistrat miasta Brodnicy w 1903 roku”.

Major był jak w niebo wzięty, ponieważ w momencie, gdy popatrzył na napis przyszedł mu do głowy genialny pomysł!

W dniu 3 maja 1945 roku, w Warszawie miała się odbyć uroczysta sesja Krajowej Rady Narodowej z udziałem samego Bolesława Bieruta. Planowano jej nadać wyjątkowo podniosłą oprawę, szykując różne propagandowe fajerwerki. Brodnicka chorągiew doskonale się do tego nadawała, jako dowód odwiecznej przynależności Prus do Polski.

 

Dęty jubel

Chorągiew natychmiast przetransportowano do Warszawy, gdzie została wstępnie oczyszczona i przygotowana do prezentacji. Przypomnę, że utworzona przez Polską Partię Robotniczą w nocy z 31 grudnia 1943 na 1 stycznia 1944 KRN była samozwańczą organizacją bolszewicką uzurpującą sobie prawo do reprezentacji politycznej narodu polskiego, do „występowania w imieniu narodu i kierowania jego losami do czasu wyzwolenia Polski spod okupacji”. Wprowadzana przez komunistów koncepcja rad narodowych nawiązywała wprost do ustroju Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich opartego na systemie sowietów, czyli radach robotniczych, chłopskich i żołnierskich. Rady narodowe, jako organy rewolucyjne miały sprawować pełnię władzy w terenie, a KRN – jako najwyższe ogniwo w systemie rad – w całym kraju.

Brodnicką chorągiew wprowadzono już na początku uroczystej sesji. Dzierżył ją chorąży Wilkoński, w asyście oficerów: kpt. Szedrowicza, kpt. Wiślickiego oraz chorążego Marzyńskiego. Za nimi kroczyli przedstawiciele rodzajów sił zbrojnych: marynarki wojennej, pancerniaków, lotników, artylerzystów itd. Bierut wysłuchał krótkiego meldunku, iż wśród ruin „matecznika faszystowskiej bestii polski żołnierz odnalazł dowód polskości pruskiej ziemi, na którą Polska teraz ma wrócić, zaraz jak dobije gada w Berlinie”, po czym ten stary krętacz i zdrajca udając wzruszenie odebrał z rąk chorążego brodnicki sztandar.

O wydarzeniu natychmiast poinformowały polskojęzyczne rozgłośnie radiowe kontrolowane przez komunistów, zaś na drugi dzień napisały o tym na pierwszych stronach wszystkie najważniejsze gazety. Nazwę naszego miasta odmieniano przez wszystkie przypadki, niekiedy dodawano jego skróconą historię, przypominając z naciskiem, że „gad niemiecki przerobił staropolską nazwę Brodnica na Strasburg”.

Odnalezienie brodnickiej chorągwi w ruinach „krzyżackiej bestii” odczytywano nieledwie, jako znak Opatrzności, lub wyrok starożytnej Nemezis... Zresztą pal sześć nadęte artykuły, bo najważniejsze było to, że cała Polska usłyszała, że na dawnej pruskiej granicy, w malowniczej Dolinie Drwęcy żyje sobie „całkiem schludne” miasteczko Brodnica….

Po bolszewickim jublu chorągiew znalazła się w Muzeum Narodowym w Warszawie, które przechowuje ją do dziś.

Piotr Grążawski

Reklama

Chwała brodnickiego sztandaru! komentarze opinie

Dodajesz jako: |
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez brodnica-cbr.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

WPR sp. z o. o. z siedzibą w Golub-Dobrzyń 87-400, Rynek 20

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"