0°C

Brodniccy agenci Urzędu Bezpieczeństwa

Postaci, Brodniccy agenci Urzędu Bezpieczeństwa - zdjęcie, fotografia

26 stycznia 1945 roku, z Lublina na teren Pomorza wyruszyła specjalna grupa operacyjna Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego pod dowództwem podporucznika Mieczysława Sucheckiego. Większość grupy stanowili absolwenci Pierwszej Centralnej Szkoły Oficerskiej Resortu Bezpieczeństwa Publicznego MBP w Lublinie. 1 lutego instalowali w Toruniu siedzibę pomorskiego Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Stamtąd rozesłano do powiatów mianowanych kierowników powiatowych UBP. W Brodnicy został nim chorąży Leon Stasiak (do 19 lipca 1945). To jemu przypadł w udziale obowiązek zbudowania struktury i pozyskania ludzi do służby

Pierwszą rzeczą, jaką wykonała bezpieka w Brodnicy było zajęcie obiektów dopiero co opuszczonych przez Gestapo, a także wytargowanie od miejscowej Milicji (przypomnę, iż w pierwszych dniach była to rzeczywiście obywatelska, ochotnicza organizacja brodniczan) miejsca w po policyjnym obiekcie przy ul. Kościelnej. Tu później umieszczono kierowników: Referatu I, czyli kontrwywiadu, Referatu II, czyli ewidencji i techniki operacyjnej, Referatu III - do spraw walki z „reakcyjnym podziemiem”, Referatu IV „od” przestępstw gospodarczych, Referatu V - społeczno-politycznego (wsławionego najgłupszymi wnioskami o ukaranie), wreszcie Referatu Śledczego, którego pierwszy zastępca urzędował w Jabłonowie Pomorskim. Do tego dochodził tzw. „Aparat Gospodarczy”, „Ochrona” i przez krótki czas - „Ambulatorium”.

Te wszystkie szumnie nazwane funkcje początkowo były obsadzone jedynie teoretycznie, ponieważ wśród brodniczan brakowało chętnych do ich podjęcia (w raporcie z 18 kwietnia 1945 Stasiak meldował jedynie o 24 osobach stanowiących obsadę UB), a ci którzy przydreptali tu za Armią Czerwoną, licząc (słusznie) na szybką karierę często jeszcze „byli słabi w piśmie”. Zresztą Leon Stasiak w raporcie z 9 kwietnia 1945 tak pisał: ”W tutejszym powiecie ludność jest zgermanizowana, wobec tego praca jest utrudniona z powodu braku sił”. W końcu i tak trzeba była sięgnąć po „sprawdzonych towarzyszy”, jak to się stało przypadku II sekretarza Komitetu Miejskiego Polskiej Partii Robotniczej w Brodnicy Maksymiliana Cichockiego, który w lipcu 1945 r „przeszedł do resortu”, z miejsca zostając oficerem śledczym i zastępcą kierownika Sekcji 8 PUBP w Brodnicy.

W każdym razie pierwszym szefem (do sierpnia 1945) Powiatowego UBP był chorąży Leon Stasiak, a jego zastępcą najpierw Włodzimierz Turkiewicz („towarzysz z Podlasia” – z Hajnówki, gdzie był zwykłym milicjantem i nieborak ledwo posługiwał się pismem), potem Jan Mączkowski. Po przejściu Stasiaka na podobne stanowisko w Nowym Mieście Lubawskim, szefem brodnickiej bezpieki został Zenon Antoszewski. Z ważniejszych funkcją funkcjonariuszy nie wypada pominąć kierownika działu specjalnego, czyli de facto szefa brodnickiego więzienia - Władysława Szewczyka, a także referenta Sekcji 2 (do zwalczania „reakcyjnego podziemia”) „bardzo oddanego służbie” Bolesława Śnieżawskiego i Komendanta Gmachu PUBP w Brodnicy – Leonarda Śnieżawskiego. Zastępcą kierownika Sekcji 3 (do zwalczania „bandytyzmu politycznego”) był Roman Pyskło, którego po rocznych kursach mianowano podporucznikiem. Ciekawą postacią był niejaki Walerian Zdrojewski. Tenże pan, początkowo w brodnickim UB pełnił funkcję zwykłego „cyngla” (funkcjonariusza - wartownika), ale, że chłop był ambitny, to choć w sanacyjnej Polsce nie dał rady skończyć szkół, (wg. oficjalnych danych 93,50% funkcjonariuszy naszego UB nie miało średniego wykształcenia, ale przeciętny wiek to 28 lat!) skierowano go na kurs… prokuratorski w Szkole Prawniczej Ministerstwa Sprawiedliwości w Łodzi. Nie do wiary, ale facet go skończył, zaś w konsekwencji dostał awans na chorążego i funkcję... prokuratora! Taki był zdolny!

 

Bezwstydna „Lala” donosi

Zatem w miłym otoczeniu zdolnych i ambitnych, z bolszewicką pomocą, po kilku ciężkich miesiącach jakoś sobie poradzono ze sprawami kadrowymi, lecz gorzej szło z pozyskaniem tajnych współpracowników i donosicieli, bez których tego rodzaju służba jest ślepa.

Początkowo korzystano z okazjonalnych donosicieli, zwanych zresztą w raportach „informatorami”. Za najbardziej szkodliwego, właściwie szkodliwą - w tamtym okresie (1945 rok) trzeba chyba uznać informatorkę o pseudonimie „Lala”, która umiejscowiona towarzysko wśród ludzi AK szczegółowo relacjonowała bezpiece przebieg ich spotkań (naradę z dnia 24 kwietnia 1945, w Pokrzydowie u piekarza Hartki przekazała z zadziwiającymi drobiazgami). Jeszcze latem 1945 roku zaczęto budować profesjonalną sieć agentów. Najstarszym, zaewidencjonowanym regulaminowo był zwerbowany 16 czerwca 1945 roku, przez funkcjonariusza Referatu V obywatel Brodnicy o pseudonimie „Cwany”. Nawiasem dodam, że ów „Cwany” wcale nie był taki cwany jak mu się pewnie wydawało, bo choć działał 1,5 roku, to przed Sylwestrem, czyli 31 grudnia 1946 roku spił się jak nieboskie stworzenie, wywołał w kasynie awanturę, oberwał po gębie, a gdy próbował zasłonić się współpracą z UB (czyli dokonał dekonspiracji) – oberwał jeszcze raz! Bezpieka nawet nie dochodziła kto mu wlał, nawet oni uznali go za idiotę i zrezygnowali ze współpracy.

 

Werbunek z instrukcją w ręku

Trudności pierwszego okresu działania bezpieki nie oznaczają, iż przebiegało ono w kompletnym chaosie instytucjonalnym. Urzędy Bezpieczeństwa – takie jak w Brodnicy – prowadzili ludzie przeszkoleni i raczej orientujący się w procedurach, a także rozumiejący podstawowe instrukcje. Zresztą bywało, że i owe instrukcje nie były jednoznaczne. Oto Stasiak, Antoszewski i ich ludzie werbowali szpicli na podstawie tymczasowej instrukcji Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego z lutego 1945 roku. Ciekawe, że rozróżniała ona trzy kategorie agentury: agenta, informatora i rezydenta, tyle, że definicja każdej z tych kategorii była tak ogólna, tak nieprecyzyjna, że właściwie agent, czy informator to mogła być ta sama łajza, jedynie rezydent trochę się wyróżniał (jako agent wyższego rzędu, utrzymujący kontakty z wieloma agentami i informatorami). Dla wszystkich kategorii prowadzono podobną dokumentację. Każdy miał dwie teczki; osobistą i służbową. Ta pierwsza zawierała ankietę personalną, raport o werbunku i własnoręcznie przez agenta napisany życiorys, zobowiązanie do współpracy oraz listę nazwisk osób z którymi utrzymywał on kontakty towarzyskie i służbowe. Były tam też oceny pracy agenta. Teczka służbowa zawierała ułożone po kolei (datami wpływu) doniesienia.

W połowie 1947 roku brodnicka bezpieka zbudowała sieć prawie 200 zarejestrowanych powiatowych agentów(!), którzy donosili o wszystkim co tylko mogło wydać się istotne dla służby. Do tego funkcjonowała cała - nie do ustalenia - chmara donosicieli okazjonalnych i anonimowych.

Jak ich werbowano? Otóż czytając raporty z pracy operacyjnej PUBP w Brodnicy odnoszące się do - jak to zgrabnie ujęto – „stanu agentury” widać wyraźnie, że rozróżniano ogólne dwa rodzaje pozyskania (w dokumentach używają słowa „zawerbowania”): „na uczuciach patriotycznych”, lub na „komprmateriałach” (określenia oryginalne). W tej pierwszej kategorii występuje wielu członków PPR (Polskiej Partii Robotniczej) i PPS (Polskiej Partii Socjalistycznej), ludzi nagle awansowanych, często bez formalnych kompetencji, obdarzonych przez nową władzę np. poniemieckim gospodarstwem rolnym.

W kategorii drugiej są ludzie złamani, ponieważ znaleziono na nich jakiegoś „haka”: np. odkryto defraudację mienia, kochankę, rozbój, niedostarczenie obowiązkowego kontyngentu itp. Tak „ustrzelono” między innymi członka zarządu prokomunistycznego brodnickiego oddziału Stronnictwa Ludowego (nie mylić z PSL, który był wówczas w opozycji do bolszewików). 16 października 1946 roku nadali mu pseudonim „Grzegorz” (oraz kod w aktach, tu -3559) i człowiek przez kilka lat „wzorowo” donosił bezpiece na wszystkich wokół, nie wyłączając bliskiej rodziny. Ciąg dalszy nastąpi...

Piotr Grążawski

Brodniccy agenci Urzędu Bezpieczeństwa komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się